Gone with the Sin. Rozdział I

Raven

Przemierzał salę powolnym, zmysłowym krokiem, doskonale świadom, że za jego smukłą sylwetką odwraca się wiele głów; że śledzi go wiele par błyszczących pożądaniem oczu. Nie peszyło go to jednak - przyzwyczaił się. Był piękny i właśnie z tego względu zawsze skupiał na sobie zachwycone spojrzenia. A dzisiejszego wieczoru jego uroda z powodu tłumionego gdzieś w środku gniewu stawała się jeszcze wyrazistsza niż zazwyczaj, nabierając jakichś takich niepokojących, groźnych wręcz cech. Stalowoszare oczy demona przypominały pochmurne niebo i już same w sobie wyglądały tak, jakby zaraz miała rozszaleć się w nich burza.
Raven ogólnie nie należał do przesadnie radosnych osób. Właściwie to przez większość czasu wszystko go wkurwiało i nieustannie marudził, zwłaszcza w pracy - dlatego też zatrudnione w kancelarii Lucyfera demony okrążały go zazwyczaj szerokim łukiem, patrząc na niego zarówno z niechętnym podziwem, jak i nieukrywanym strachem. Może i nieprzyjemny charakter lorda de Bris zdążył już przejść do stałego wystroju miejsca pracy, ale nie znaczyło to wcale, że ktokolwiek się do tego przyzwyczaił. 
Fakt, nie był miły. Nie musiał. A tego dnia obudził się w szczególnie drażliwym, paskudnym wręcz humorze. Dzisiaj wszystkie jego złości miały jedno imię: Belial.
- Idiota - warczał demon pod nosem, powstrzymując się przed zgrzytaniem kłami. - Pieprzony idiota. - Właściwie to nawet nie chciało mu się teraz zastanawiać, o co konkretnie pokłócił się z domniemaną miłością swojego życia. Zapewne o nic, jak zwykle. Kurwa mać. Każda myśl o tym umięśnionym, bezczelnie uśmiechniętym skurwysynu, który wczoraj w napadzie złości wygarnął mu to i owo sprawiała, że miał ochotę cisnąć komuś shurikenem prosto między oczy.
Próbując pozbyć się ze swojego umysłu nienawistnego widoku niebieskich, rozpalonych złością tęczówek, przystanął przy barze, lustrując niechętnym okiem stojących za nim barmanów. Już-już miał zamówić szklaneczkę whiskey (ostatnimi czasy był to jego ulubiony alkohol), ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Nie będzie przecież pił drinka, który przypomina mu o tym idiocie!
- Mojito - burknął w kierunku barmana obojętnym tonem, nawet na niego nie patrząc. - Przynieś mi do stolika - dodał jeszcze, niedbałym gestem rzucając na kontuar czterokrotną wartość drinka (no co, kto bogatemu zabroni), po czym odszedł od baru i usiadł przy odosobnionym stoliku, skąd miał doskonały widok na całą salę. Rozsiadł się na skórzanej kanapie co najmniej w taki sposób, jakby siadał na królewskim tronie i zaczął zimnym, pogardliwym wzrokiem przepatrywać całą salę.


Malkira

Kończył zmianę. Właściwie miał właśnie rzucić Chrisowi, swojemu zastępcy za barem o zmierzwionej blond czuprynie, że pierdoli kolejne zamówienie i zmywa się na chatę. Jednak życie bywa nieprzewidywalne.
Skąd Malkira miał wiedzieć, że ostatnie jego zamówienie złoży ktoś taki...?
Patrzył na mężczyznę i nie mógł uwierzyć. Był taki podobny do niego.
Smukły, wysoki. Chyba nawet byli tego samego wzrostu. Regularne rysy twarzy, długie rzęsy rzucające cień na wydatne policzki. Ten wykrój ust, jakby stworzony tylko po to, by wodzić na pokuszenie. Gdyby nie inny kolor oczu i włosów oraz naprawdę subtelne różnice w wyglądzie twarzy, Malkira miałby wrażenie, że właśnie patrzy w lustro. Że przygląda się własnemu odbiciu. Lub zaginionemu bratu, o którego istnieniu nie miał pojęcia.
A, tak. Jeszcze ten pogardliwy wyraz twarzy. Malkira nie umiałby wytworzyć wokół siebie takiej aury dystansu i wrogości. Kiedy mężczyzna składał zamówienie i rzucał pieniądze na blat - robił to tak, jakby wyświadczał komuś niewyobrażalnie wielką przysługę. Masz i nie zawracaj mi głowy. Ciesz się, że raczyłem zagościć w miejscu takim jak to, bo to dla was nie lada zaszczyt. Zdarzenie zdziwiło Malkirę na tyle, że nawet na moment przestał się zadręczać irracjonalną tęsknotą za widokiem błękitnych tęczówek.
- Zostaw, Chris, ja się tym zajmę.
Drugi barman nie protestował. Też zwrócił uwagę na niesamowite podobieństwo obu mężczyzn, dlaczego więc miał niby zaprotestować?
Malkira uważnie śledził wzrokiem oddalającą się sylwetkę. Mężczyzna poruszał się zmysłowo. Cholera, inkub chciał natychmiast ruszyć w ślad za długowłosym. To było tak nierzeczywiste. Nie mógł odpędzić z myśli jego widoku. Nieco rozkojarzony, przygotował od razu dwa drinki, jakby już podświadomie wiedział, że zamierza się do nieznajomego przysiąść. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, nie był nawet szczególnie zdziwiony. Musiał, po prostu musiał zamienić z nim choć kilka słów.
- To na razie, ja mam fajrant - poinformował zmiennika, po czym odłożył do kasy odpowiednią ilość gotówki. Wystarczyło na dwa mojito, a i tak został jeszcze spory napiwek. Ma koleś gest, stwierdził z zadowoleniem. Nie było bowiem nic gorszego dla barmana, jak piękny i arogancki klient, który okazywał się być żyłą.
Zanim zdjął z bioder czarną zapaskę i z dwoma drinkami w dłoniach ruszył w głąb sali, do tego oddalonego stolika, który zajął nieznajomy - zedytował jeszcze playlistę na służbowym laptopie. Teraz pub rozbrzmiewał egzotycznie erotycznymi dźwiękami soundtracku z "Królowej potępionych".
- Dziękuję za szczodry napiwek - zamruczał cicho, kiedy pochylał się nad stolikiem, by postawić na blacie kieliszki z drinkami. - Mogę się przysiąść? Właśnie skończyłem zmianę, a pozostałe stoliki są zajęte.
Mówił pewnie, wplatając w swoje słowa tyle zmysłowości, by zwrócić uwagę długowłosego, ale nie aż tyle, by Malkira sprawiał wrażenie zdesperowanego czy natrętnego. Mała gra. Jestem tobą zainteresowany, ale nie będę naciskał.
- Mam na imię Malkira. - Dopowiedział po chwili, takim tonem, by nie zostawić cienia wątpliwości, że oczekuje, aby nieznajomy również się przedstawił. Trwał przez chwilę w zawieszeniu, w postawie takiej, jakby już szykował się do opadnięcia na kanapę tuż obok mężczyzny, ale również by w razie czego mógł się oddalić, gdyby szarooki nie życzył sobie jego towarzystwa. - Przepraszam, że pytam, ale... nie jesteś przypadkiem inkubem, prawda?
Pytał hipotetycznie. Niby mało prawdopodobne, jednak... lepiej było się upewnić.


Raven

Nie musiał nawet sięgać po telepatię. Wystarczył rzut oka na nachylającego się nad nim chłopaka, by Raven wiedział, z kim ma do czynienia. Parbleu! Znał dobrze ten typ. Takich chłopaczków jak ten tutaj kręciło się po dziewiątym kręgu całe mnóstwo. Głównie, niestety, za sprawą Lilith. 
- Inkubem, co? - odparł znudzonym tonem. - A pytasz mnie o to, bo sam nim jesteś? - bardziej stwierdził niż spytał. Pozornemu znużeniu w głosie demona przeczyło jednak wyraźne zainteresowanie połyskujące w jego stalowoszarych tęczówkach. Mógł sobie nie lubić inkubów, ale zawsze był niezwykle wrażliwy na piękno, zaś czerwonookiemu chłopakowi z pewnością nie mógłby odmówić urody. Zwłaszcza, że ten był do niego podobny... wręcz bliźniaczo podobny. Hmm. Przyjrzał się Malkirze uważniej. To podobieństwo go zafrapowało. - Adam Debris - przedstawił się po krótkiej chwili. - Siadaj - powiedział łaskawym tonem, wskazując podbródkiem miejsce na kanapie obok siebie. Z oczami utkwionymi w pięknej twarzy inkuba, pociągnął ze szklanki łyk drinka.
Może jednak ta noc nie będzie aż tak beznadziejna, jak mi się wydawało, pomyślał przelotnie, kołysząc lekko trzymanym w dłoniach szkłem.


Malkira

Nie czekał na inną zachętę. Miękkim ruchem wślizgnął się na siedzenie, bardzo, bardzo blisko Adama. Speszył go nieco ton pogardy, wyraźnie obecny w słowach mężczyzny. Inkuba zdziwiła też nieco jego przenikliwość. Malkira spodziewał się jasnej odpowiedzi, tak lub nie, może ewentualnie zdziwienia: ja inkubem? Niedorzeczność, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy.
W milczeniu przyglądał się, jak usta nieznajomego dotykają przejrzystej ściany naczynia. Jak znika w nich orzeźwiający płyn. Nie mógł oderwać od niego wzroku. Dlaczego on jest tak do mnie podobny? I, na miłość boską, dlaczego tak mnie to kręci?
Potrząsnął nieznacznie głową. Czuł, że na policzkach ma lekki rumieniec.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - upomniał go i sięgnął po swojego drinka.


Raven

Wargi demona wykrzywiły się w nieznacznym uśmieszku, gdy Malkira usiadł koło niego. Dzieciak. Chyba trochę się z nim pobawię, ostatecznie nie mam dzisiaj nic lepszego do roboty. 
- A jak uważasz? Jestem czy nie? - spytał, sadowiąc się wygodniej na kanapie. Pociągnął jeszcze jeden łyk drinka ze szklanki i odstawił go na stół, po czym spojrzał ciemnowłosemu prosto w oczy - uważnie, wręcz przenikliwie, za nic mając ludzki zwyczaj ukrywania zbyt natarczywego spojrzenia. - Dziwne, zawsze wydawało mi się, że inkuby są w stanie wyczuć swoich, uhm, współplemieńców- rzucił obojętnie, z nieznaczną, lecz wyraźnie pobrzmiewającą w głosie nutką rozczarowania.


Malkira

- Jesteśmy. Zazwyczaj - odparował natychmiast. - Ten świat jednak jest pochrzaniony. Nigdy nie wiadomo, kiedy można natknąć się na wyjątek od wszystkich reguł - dodał psotnie, za nic mając tę dziwną, jakby rozczarowaną nutę pobrzmiewającą w głosie Adama. - Już dawno nauczyłem się, że nic nie jest tym, na co wygląda.
Brzmiał pewnie, jakby dokładnie wiedział, czego chce. Jakby chciał siedzącego przed nim mężczyznę upomnieć. Malkira czuł, że długowłosy uważa go za coś gorszego sortu. I nie podobało mu się to.
Bo strasznie go to deprymowało.
Ta cała niedbała poza. Ta pogarda dla całego świata, jaką emanował jego towarzysz. Peszyło to inkuba, sprawiało, że czuł się przy nim jak jakiś uczniak.
Obrócił się trochę, by siedzieć przodem do szarookiego. Noga zgięta w kolanie, kostka skrzyżowana z drugim kolanem. O drinku już dawno zapomniał, stał niemal nietknięty na blacie stołu.
- Zawsze odpowiadasz w tak denerwujący sposób? - zapytał po chwili uśmiechając się prawym kącikiem ust.


Raven

Odwzajemnił krzywy uśmieszek Malkiry. Dzieciak, ale ciekawy, mimo wszystko. Jak na inkuba chyba nawet nie jest aż taki głupi.
- Zabawne - odparł, chociaż jego głos jakoś specjalnie ubawiony nie był. Bardziej znużony. - Chyba musiałbyś spytać o to moich podwładnych. Obawiam się, że twoja definicja denerwujących zachowań szybko by się zmieniła, gdybyś musiał ze mną współpracować.


Malkira


Był nieco rozdrażniony. Czy on celowo unikał odpowiedzi na jego pytanie? Co prawda, Malkira był już teraz niemal pewien, że Adam nie jest inkubem, ale denerwował go ten brak pewności. I pobłażanie, z jakim go traktował długowłosy. Nie dał jednak tego po sobie poznać. Uśmiechnął się słodko.
A potem sięgnął po swoją magię.
Utkał mistyczną sieć, która w jego wyobraźni mieniła się szkarłatem, w odcieniu bardzo podobnym do jego oczu, i zarzucił ją na mężczyznę. Zauroczył go.
Z niewinną miną, jakby nic nie zrobił, pochylił się nieznacznie do przodu.
- Adamie. Odpowiedz mi, proszę. Czym jesteś? - zapytał cicho.






Kolejny rozdział pojawi się 27.10.2014r.

0 komentarze:

Prześlij komentarz