Gone with the Sin. Rozdział VII
Raven
Szedł za Belialem, starając się dotrzymać mu kroku i przygryzając sobie
lekko dolną wargę. Nie był na siebie zły o to, że zajrzał do jego umysłu.
Pomyślał tylko, że na przyszłość musi wypracować sobie jakąś indywidualną
technikę wnikania do jego mózgu tak, by nie poczuł. Demon wiedział, że nie
będzie to zbyt łatwe, ale... cóż, kto, jak nie on?
Poza tym... ciekawiło go, jakąż to karę książę dla niego wymyślił.
Poza tym... ciekawiło go, jakąż to karę książę dla niego wymyślił.
Belial
Zaczęło go irytować wolne tempo marszu Ravena. Obrócił się na pięcie,
uwięził w mocnym uścisku jego lewy nadgarstek i pociągnął demona za sobą.
Zbiegali w dół po wąskich, kamiennych schodach ułożonych w spiralę, biorąc po
dwa stopnie naraz. Belial musiał iść lekko pochylony, w przeciwnym razie
szorowałby rogami o chropowatą powierzchnię sufitu.
Gdy zeszli na dół, dało się odczuć wyraźny spadek temperatury i Belial nie zrobił absolutnie nic, by temu zapobiec. Puścił rękę Ravena i zdjął ze ściany pęk ciężkich, przestarzałych kluczy. Otworzył wielkie wrota zrobione z żelaza, w niektórych miejscach już rdzewiejącego. Złapał Ravena i znów go pociągnął za sobą, prowadząc go na sam środek pomieszczenia.
Nazwanie tego miejsca pokojem byłoby sporym nadużyciem.
Był to bowiem klasyczny, średniowieczny loch. Ze ścian zwisały ciężkie, metalowe kajdany. Nie zabawki z futerkiem, lecz najprawdziwsze okowy mające powstrzymać przed... Właściwie to przed wieloma rzeczami. Pod ścianą, dokładnie na wprost wejścia, znajdował się ciężki drewniany stół: zupełnie prosty, wyglądał, jakby był po prostu zbity z desek, a lata świetności z pewnością dawno już miał za sobą.
Belial zamknął na chwilę oczy. Przymocowane do ścian pochodnie z głośnym trzaskiem buchnęły ogniem. Posypały się skry i płomienie zmniejszyły się, dając teraz drgające, ciemnoczerwone światło. Ogień pełgał, a powstały przez to istny teatr cieni tylko potęgował groźne wrażenie, że to miejsce rzadko bywa świadkiem czegoś niebrutalnego.
Otworzył oczy. Przez chwilę wwiercał lodowato niebieskie spojrzenie w Ravena. Właściwie dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jaki jest na demona wściekły. Chciało mu się krzyczeć z wściekłości i frustracji. Przecież się kochali. Obaj dobrze o tym wiedzieli. Mimo że rogaty podejrzewał, że Ravena i Lucyfera łączy jakaś intymna relacja, to dobrze wiedział, że czarnowłosy go kocha. Na swój pokrętny, nie do końca normalny sposób - ale hej, przecież byli istotami mroku; uczucia Beliala też znowu takie czyste nie były - ale kocha. Dlaczego, dlaczego więc dał sobie obciągnąć pierwszemu lepszemu kolesiowi w jakimś zafajdanym barze na Ziemi? Co nim kierowało - chęć zemsty? Potrzeba chwili?
Miłość własna i połechtane tak dziwnie znajomym wyglądem inkuba ego?
Belial mógłby jeszcze zrozumieć, gdyby zastał swojego kochanka z Lucyferem. Wybaczyć - nie, zrozumieć - tak. Czy teraz już zawsze tak będzie? Gdy tylko się pokłócą, Raven będzie znikał, by w innych - i zupełnie obcych - ramionach znaleźć ukojenie?
Niedoczekanie.
Belial mu to wyperswaduje. Raz na zawsze pokaże mu, że może być albo z Belialem, albo bez niego; nie ma nic pomiędzy. Niech sobie ma swoje sekrety i sekreciki. Niech pożąda kogo chce. Niech nawet spróbuje urządzić z Belialem trójkąt czy wręcz orgię.
Ale nie bez Beliala.
Już on się postara, żeby Raven nie śmiał więcej o nim zapomnieć. Jeśli nie po dobroci, to siłą.
Złapał pasek jego spodni i przyciągnął go do siebie. Ich ciała zderzyły się, ciasno opięte krocze Beliala otarło się o biodra Ravena. Pochylił się i zaczął gryźć jego szyję. Prawa ręka wciąż trzymała pasek, wbijając się w ich ciała, lewą natomiast ulokował u dołu jego pleców, by przytrzymać go. Chciał gryźć, więc gryzł, gryzł i przygryzał: gwałtownie, zmieniając co chwila miejsce, jakby nie mógł się zdecydować lub jakby chciał jak najszybciej pokryć tymi ugryzieniami całą powierzchnię jego szyi. Kilka razy czuł ogromną pokusę, by zatopić swoje kły w tym wrażliwym ciele, by opić się krwią demona, ale powstrzymał się. Zamiast tego zaczynał go ssać.
Kiedy wreszcie się oderwał, w jego oczach płonął zimny ogień.
- Jesteś mój. W każdym tego słowa znaczeniu. Mój, mój, mój. Tylko mój! - krzyknął sfrustrowany i zaczął zdzierać z mężczyzny ubranie. Bez żadnego wysiłku rozrywał je na kawałeczki, zupełnie jakby były z cienkiego papieru, a nie z materiału. Gdyby miał bawić się teraz w rozsznurowywanie jego glanów chyba by oszalał, więc buty też rozerwał, a ostra nagle skóra, z której były wykonane, rozcięła jego dłonie do krwi, ciemnoczerwonymi strużkami niby dzieląc je na pół, ale, prawdę powiedziawszy, nawet nie zwrócił na to uwagi.
Zwrócił ją natomiast na liczne oznaczenia na ciele Ravena.
Oznaczenia, które nie należały do Beliala.
Były tam: małe odciski szczęk inkuba, idealnie równych zębów. Ledwo widoczne, ale drażniły wzrok demona niczym wypalone piętno.
- Tego już za wiele. - Powiedział zwodniczo spokojnie.
Zaczął powoli odpinać swoje naramienniki. Wolno, chcąc dać sobie czas na ochłonięcie, choć minimalne. Chciał Ravena ukarać, ale nie chciał zrobić mu trwałej krzywdy. Ani fizycznie, ani psychicznie. Zbyt mocno go kochał.
I może właśnie dlatego jego zdrada tak bolała.
Po trwającej wieczność chwili okrycie z metalu spadło na podłogę, a głośny brzęk odbił się głośnym echem po lochu, pulsującym dźwiękiem niemal wwiercając się w czaszki. Belial podszedł do Ravena bardzo, bardzo blisko; przyłożył usta do jego skroni, przymknął oczy. Wierzchem dłoni delikatnie pogładził jego policzek, a odrobina krwi ubrudziła jasną, niemal mleczną skórę demona.
- Dziś będziesz tylko mój. Będziesz moją zabawką. Moją własnością. Nie uciekniesz przede mną - powiedział miękko, a potem pchnął go na ścianę. Z zaciętą miną podszedł do niego. Odwrócił Ravena tyłem do siebie i zaczął go przykuwać.
Gdy zeszli na dół, dało się odczuć wyraźny spadek temperatury i Belial nie zrobił absolutnie nic, by temu zapobiec. Puścił rękę Ravena i zdjął ze ściany pęk ciężkich, przestarzałych kluczy. Otworzył wielkie wrota zrobione z żelaza, w niektórych miejscach już rdzewiejącego. Złapał Ravena i znów go pociągnął za sobą, prowadząc go na sam środek pomieszczenia.
Nazwanie tego miejsca pokojem byłoby sporym nadużyciem.
Był to bowiem klasyczny, średniowieczny loch. Ze ścian zwisały ciężkie, metalowe kajdany. Nie zabawki z futerkiem, lecz najprawdziwsze okowy mające powstrzymać przed... Właściwie to przed wieloma rzeczami. Pod ścianą, dokładnie na wprost wejścia, znajdował się ciężki drewniany stół: zupełnie prosty, wyglądał, jakby był po prostu zbity z desek, a lata świetności z pewnością dawno już miał za sobą.
Belial zamknął na chwilę oczy. Przymocowane do ścian pochodnie z głośnym trzaskiem buchnęły ogniem. Posypały się skry i płomienie zmniejszyły się, dając teraz drgające, ciemnoczerwone światło. Ogień pełgał, a powstały przez to istny teatr cieni tylko potęgował groźne wrażenie, że to miejsce rzadko bywa świadkiem czegoś niebrutalnego.
Otworzył oczy. Przez chwilę wwiercał lodowato niebieskie spojrzenie w Ravena. Właściwie dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jaki jest na demona wściekły. Chciało mu się krzyczeć z wściekłości i frustracji. Przecież się kochali. Obaj dobrze o tym wiedzieli. Mimo że rogaty podejrzewał, że Ravena i Lucyfera łączy jakaś intymna relacja, to dobrze wiedział, że czarnowłosy go kocha. Na swój pokrętny, nie do końca normalny sposób - ale hej, przecież byli istotami mroku; uczucia Beliala też znowu takie czyste nie były - ale kocha. Dlaczego, dlaczego więc dał sobie obciągnąć pierwszemu lepszemu kolesiowi w jakimś zafajdanym barze na Ziemi? Co nim kierowało - chęć zemsty? Potrzeba chwili?
Miłość własna i połechtane tak dziwnie znajomym wyglądem inkuba ego?
Belial mógłby jeszcze zrozumieć, gdyby zastał swojego kochanka z Lucyferem. Wybaczyć - nie, zrozumieć - tak. Czy teraz już zawsze tak będzie? Gdy tylko się pokłócą, Raven będzie znikał, by w innych - i zupełnie obcych - ramionach znaleźć ukojenie?
Niedoczekanie.
Belial mu to wyperswaduje. Raz na zawsze pokaże mu, że może być albo z Belialem, albo bez niego; nie ma nic pomiędzy. Niech sobie ma swoje sekrety i sekreciki. Niech pożąda kogo chce. Niech nawet spróbuje urządzić z Belialem trójkąt czy wręcz orgię.
Ale nie bez Beliala.
Już on się postara, żeby Raven nie śmiał więcej o nim zapomnieć. Jeśli nie po dobroci, to siłą.
Złapał pasek jego spodni i przyciągnął go do siebie. Ich ciała zderzyły się, ciasno opięte krocze Beliala otarło się o biodra Ravena. Pochylił się i zaczął gryźć jego szyję. Prawa ręka wciąż trzymała pasek, wbijając się w ich ciała, lewą natomiast ulokował u dołu jego pleców, by przytrzymać go. Chciał gryźć, więc gryzł, gryzł i przygryzał: gwałtownie, zmieniając co chwila miejsce, jakby nie mógł się zdecydować lub jakby chciał jak najszybciej pokryć tymi ugryzieniami całą powierzchnię jego szyi. Kilka razy czuł ogromną pokusę, by zatopić swoje kły w tym wrażliwym ciele, by opić się krwią demona, ale powstrzymał się. Zamiast tego zaczynał go ssać.
Kiedy wreszcie się oderwał, w jego oczach płonął zimny ogień.
- Jesteś mój. W każdym tego słowa znaczeniu. Mój, mój, mój. Tylko mój! - krzyknął sfrustrowany i zaczął zdzierać z mężczyzny ubranie. Bez żadnego wysiłku rozrywał je na kawałeczki, zupełnie jakby były z cienkiego papieru, a nie z materiału. Gdyby miał bawić się teraz w rozsznurowywanie jego glanów chyba by oszalał, więc buty też rozerwał, a ostra nagle skóra, z której były wykonane, rozcięła jego dłonie do krwi, ciemnoczerwonymi strużkami niby dzieląc je na pół, ale, prawdę powiedziawszy, nawet nie zwrócił na to uwagi.
Zwrócił ją natomiast na liczne oznaczenia na ciele Ravena.
Oznaczenia, które nie należały do Beliala.
Były tam: małe odciski szczęk inkuba, idealnie równych zębów. Ledwo widoczne, ale drażniły wzrok demona niczym wypalone piętno.
- Tego już za wiele. - Powiedział zwodniczo spokojnie.
Zaczął powoli odpinać swoje naramienniki. Wolno, chcąc dać sobie czas na ochłonięcie, choć minimalne. Chciał Ravena ukarać, ale nie chciał zrobić mu trwałej krzywdy. Ani fizycznie, ani psychicznie. Zbyt mocno go kochał.
I może właśnie dlatego jego zdrada tak bolała.
Po trwającej wieczność chwili okrycie z metalu spadło na podłogę, a głośny brzęk odbił się głośnym echem po lochu, pulsującym dźwiękiem niemal wwiercając się w czaszki. Belial podszedł do Ravena bardzo, bardzo blisko; przyłożył usta do jego skroni, przymknął oczy. Wierzchem dłoni delikatnie pogładził jego policzek, a odrobina krwi ubrudziła jasną, niemal mleczną skórę demona.
- Dziś będziesz tylko mój. Będziesz moją zabawką. Moją własnością. Nie uciekniesz przede mną - powiedział miękko, a potem pchnął go na ścianę. Z zaciętą miną podszedł do niego. Odwrócił Ravena tyłem do siebie i zaczął go przykuwać.
Raven
Pchnięcie na ścianę wydusiło z niego krótki jęk przyjemności. Tak, nie
bólu, tylko właśnie przyjemności, którą Raven - jako masochista - jakże często
znajdował w brutalnym traktowaniu swojej (nie)skromnej osoby. Oczywiście tylko
i wyłącznie podczas seksu. Gryzienie, wiązanie, bicie, a nawet lejąca się krew
- to tylko niektóre rzeczy, które sprawiały, że wariował z rozkoszy. Może nie
zawsze, ale na ogół była to bardzo prosta i łatwa ścieżka prowadząca go do
spełnienia. I teraz... no teraz naprawdę nie mógł nic poradzić na to, że słowa
oraz zachowanie Beliala bardziej go pobudzały niż przerażały. Właściwie strachu
było w tym dokładnie tyle, by wzdłuż kręgosłupa długowłosego demona raz po raz
przebiegał dreszcz z trudem tłumionej ekscytacji. I nic więcej. Żadnych obaw,
żadnego wyraźniejszego niepokoju. Rzecz jasna, Raven nawet wobec ogarniającej
go przyjemności zdawał sobie doskonale sprawę z rozwścieczenia Beliala. Widział
to w jego rozpalonych błękitem oczach i słyszał w niskim, gniewnym głosie;
musiałby być kompletnym idiotą, by tego wszystkiego nie zauważyć. Nie wiedział
też, co Belial z nim zrobi i tak po prawdzie nie zdziwiłby się jakoś
specjalnie, gdyby za chwilę ta nierówna proporcja strach-podniecenie miała się
diametralnie zmienić. Chyba właściwie był na to w pewien sposób przygotowany.
Ale mimo to nie potrafił się bać tak naprawdę. Być może do czasu.
Unosząc usłużnie ramiona, by Belialowi było wygodniej przy przykuwaniu, zastanowił się przelotnie, jak on sam zareagowałby na ewentualną zdradę ukochanego. Czy w ogóle by go to ruszyło. Hmm... zapewne tak, i to dosyć mocno. Ale nie dlatego, że byłby o niego zazdrosny. A przynajmniej nie byłby to główny powód. Najważniejszym obiektem jego zazdrości byłoby co innego - zainteresowanie kochanka. Rogaty demon nie mógł tego wiedzieć - bo i niby skąd, a Raven z całą pewnością nigdy nie zamierzał mu tego mówić - ale dla długowłosego żadna kara nie byłaby równie okropna jak sytuacja, w której Belial z premedytacją i pełną świadomością zdecydowałby, że zamiast Ravena woli kogoś innego. I zademonstrował to na jego oczach. Adamowi jeszcze nigdy i z nikim taka sytuacja się nie zdarzyła - zawsze był zbyt dumny i egoistyczny, by trwać przy kimś, kto w każdej bez wyjątku sytuacji nie stawiałby go pierwszym miejscu. Tak, był egocentrykiem. Miał ku temu powody i nie widział w tym nic złego. Podobnie jak w tym, że niezależnie od okoliczności zawsze musiał być najważniejszy. Czy to dla Lucyfera, czy... no właśnie Beliala. Jęknął cicho, czując tuż za sobą jego obecność. Był tak blisko. Jego ciepło. Jego zapach. Długowłosy demon pozwolił swoim myślom odpłynąć, i, nie zastawiając się już nad niczym, po prostu czekał cierpliwie na to, co książę zamierza mu zrobić.
Unosząc usłużnie ramiona, by Belialowi było wygodniej przy przykuwaniu, zastanowił się przelotnie, jak on sam zareagowałby na ewentualną zdradę ukochanego. Czy w ogóle by go to ruszyło. Hmm... zapewne tak, i to dosyć mocno. Ale nie dlatego, że byłby o niego zazdrosny. A przynajmniej nie byłby to główny powód. Najważniejszym obiektem jego zazdrości byłoby co innego - zainteresowanie kochanka. Rogaty demon nie mógł tego wiedzieć - bo i niby skąd, a Raven z całą pewnością nigdy nie zamierzał mu tego mówić - ale dla długowłosego żadna kara nie byłaby równie okropna jak sytuacja, w której Belial z premedytacją i pełną świadomością zdecydowałby, że zamiast Ravena woli kogoś innego. I zademonstrował to na jego oczach. Adamowi jeszcze nigdy i z nikim taka sytuacja się nie zdarzyła - zawsze był zbyt dumny i egoistyczny, by trwać przy kimś, kto w każdej bez wyjątku sytuacji nie stawiałby go pierwszym miejscu. Tak, był egocentrykiem. Miał ku temu powody i nie widział w tym nic złego. Podobnie jak w tym, że niezależnie od okoliczności zawsze musiał być najważniejszy. Czy to dla Lucyfera, czy... no właśnie Beliala. Jęknął cicho, czując tuż za sobą jego obecność. Był tak blisko. Jego ciepło. Jego zapach. Długowłosy demon pozwolił swoim myślom odpłynąć, i, nie zastawiając się już nad niczym, po prostu czekał cierpliwie na to, co książę zamierza mu zrobić.
Belial
Nawet gdyby nie słyszał cichych jęków Ravena, doskonale mógłby wyczuć jego
podniecenie. Cały był przesiąknięty pożądaniem, Belilal niemal mógł to poczuć.
Miał wrażenie, że gdyby przyłożył usta do jego skóry, mógłby się karmić tym
pragnieniem jak jakiś pierdolony inkub. Jak ten inkub, z którym długowłosy
demon jeszcze tego samego dnia się zabawiał.
Dobrze wiedział, że Raven to lubi. Że tortury połączone z pieszczotami doprowadzają go do obłędnej rozkoszy. I uwielbiał wtedy na niego patrzeć. Ale dziś - dziś chciał go ukarać. Chciał, żeby Raven cierpiał. Zrani to idealne ciało, a potem będzie go rżnął. I zrobi to znów, i znów, bez końca, aż Belial stanie się jedynym, czego Adam będzie pragnął, czego będzie się bał, o czym będzie myślał. Stanie się całym jego światem. Sprawi, że te stalowoszare oczy będą zwrócone tylko w jednym kierunku. W kierunku Beliala.
Przesunął swoimi dużymi, ciepłymi dłońmi po plecach Ravena. Pochylał się lekko i czoło miał oparte o kark mężczyzny. Kiedy jego ręce znalazły się na pośladkach demona, zacisnął mocno palce. Przez dłuższą chwilę masował go, jak zwykle nie mogąc się nadziwić, jak bardzo to delikatne ciało jest wytrzymałe, niemal tak, jak jego własne, choć przecież w oczach Beliala jego ukochany zdawał się być istotą bardzo kruchą. Odsunął się od niego gwałtownie. Ułożoną płasko dłonią uderzył mocno jeden z pośladków. Raven krzyknął. Rogaty znów rozmasował jego skórę, a potem uderzył. Krótki masaż i silny klaps wyduszający z ust demona krzyk. Z każdym kolejnym uderzeniem klapsy stawały się silniejsze, a chwile masażu coraz krótsze, aż wreszcie kuszący tyłek Ravena cały był zaczerwieniony i podrażniony.
Przywarł do niego całym ciałem. Włożył do swoich ust palce prawej ręki i zwilżył je. Położył całą dłoń na jego prawym sutku, potarł go. A potem zaczął go maltretować podszczypywaniem, zataczaniem kółek, skubaniem. Lewa ręka demona przez cały ten czas spoczywała na podbrzuszu mężczyzny, tuż nad jego penisem. W ten sposób Raven przez cały czas zmuszony był - czy tego chciał, czy nie - do dotykania brzucha, bioder i krocza Beliala. Książę pieścił go - cały czas ten sam sutek, nie dając mu odpocząć ani na chwilę i poważnie zaniedbując lewą stronę. Dopiero gdy jęki Ravena stały się błagalne, zaprzestał dotykania go. Przycisnął go mocniej do siebie, a usta ulokował za jego uchem.
- Chciałeś o coś prosić swojego pana? - zapytał cicho.
Dobrze wiedział, że Raven to lubi. Że tortury połączone z pieszczotami doprowadzają go do obłędnej rozkoszy. I uwielbiał wtedy na niego patrzeć. Ale dziś - dziś chciał go ukarać. Chciał, żeby Raven cierpiał. Zrani to idealne ciało, a potem będzie go rżnął. I zrobi to znów, i znów, bez końca, aż Belial stanie się jedynym, czego Adam będzie pragnął, czego będzie się bał, o czym będzie myślał. Stanie się całym jego światem. Sprawi, że te stalowoszare oczy będą zwrócone tylko w jednym kierunku. W kierunku Beliala.
Przesunął swoimi dużymi, ciepłymi dłońmi po plecach Ravena. Pochylał się lekko i czoło miał oparte o kark mężczyzny. Kiedy jego ręce znalazły się na pośladkach demona, zacisnął mocno palce. Przez dłuższą chwilę masował go, jak zwykle nie mogąc się nadziwić, jak bardzo to delikatne ciało jest wytrzymałe, niemal tak, jak jego własne, choć przecież w oczach Beliala jego ukochany zdawał się być istotą bardzo kruchą. Odsunął się od niego gwałtownie. Ułożoną płasko dłonią uderzył mocno jeden z pośladków. Raven krzyknął. Rogaty znów rozmasował jego skórę, a potem uderzył. Krótki masaż i silny klaps wyduszający z ust demona krzyk. Z każdym kolejnym uderzeniem klapsy stawały się silniejsze, a chwile masażu coraz krótsze, aż wreszcie kuszący tyłek Ravena cały był zaczerwieniony i podrażniony.
Przywarł do niego całym ciałem. Włożył do swoich ust palce prawej ręki i zwilżył je. Położył całą dłoń na jego prawym sutku, potarł go. A potem zaczął go maltretować podszczypywaniem, zataczaniem kółek, skubaniem. Lewa ręka demona przez cały ten czas spoczywała na podbrzuszu mężczyzny, tuż nad jego penisem. W ten sposób Raven przez cały czas zmuszony był - czy tego chciał, czy nie - do dotykania brzucha, bioder i krocza Beliala. Książę pieścił go - cały czas ten sam sutek, nie dając mu odpocząć ani na chwilę i poważnie zaniedbując lewą stronę. Dopiero gdy jęki Ravena stały się błagalne, zaprzestał dotykania go. Przycisnął go mocniej do siebie, a usta ulokował za jego uchem.
- Chciałeś o coś prosić swojego pana? - zapytał cicho.
Raven
- Jestem tylko twoją
własnością, mój panie - wyjęczał
cicho, ocierając się zaczerwienionym od bicia tyłkiem o podbrzusze Beliala. Tak
bardzo, bardzo chciał, żeby ta wyprężona erekcją męskość zagłębiła się teraz w jego
ciele! Chciał być rżnięty. I bity. Tak bardzo, bardzo, że to aż bolało. Cały aż
drżał i wił się z pożądania, a obecność kochanka za jego plecami, ciepło bijące
od jego silnego, umięśnionego ciała sprawiało, że miał ochotę krzyczeć z tej
palącej żądzy. Błagam, błagam,
zerżnij mnie w końcu! Ale
wiedział doskonale, że gdyby teraz o to poprosił, książę zrobiłby coś zupełnie
przeciwnego, z premedytacją odmawiając mu spełnienia. Wiedział, bo na tym
właśnie polegała zabawa. I Raven dobrze znał jej reguły. - Jestem twoją zabawką, mój panie - wyszeptał, po czym przygryzł sobie
mocno dolną wargę. Właściwie aż do krwi. Gorąca, czerwona strużka spłynęła po
jego brodzie i szyi, wzdłuż torsu, aż do dłoni księcia, która tak drażniąco
pieściła jego prawy sutek. Demon aż jęknął na ten widok. Głośniej. Dużo
głośniej niż wcześniej. - Twoją
zabawką... i niczym więcej. Nie mam prawa prosić cię o cokolwiek poza tym, byś
ukarał mnie tak, jak na to zasłużyłem.
Belial
Z
nieznacznie przyspieszonym oddechem wsłuchiwał się w upajające dźwięki z ust
Ravena. Właśnie to chciał teraz słyszeć. I wiedział, że jego niewolnik też
o tym wie.
- Raven. - Powiedział miękko i ścisnął jego sutek. - Nie życzę sobie, by twoje nieczyste i występne ciało ocierało się o mnie.
Przycisnął go do siebie mocniej, nawet przez skórzany materiał zagłębiając się lekko swoim penisem w jego wejście. To nie Raven miał go szukać. To Belial miał go dręczyć.
- Czy wyraziłem się wystarczająco jasno? - zapytał zmysłowym szeptem, a potem polizał jego szyję. I dopiero wtedy zauważył, że jego palce i ciało Ravena pokryte są krwią. Zaśmiał się cicho, ale był to dźwięk o tyle nieprzyjemny, że - choć uwodzicielski - słychać w nim było nutę okrucieństwa. Belial wysunął się z kochanka i przesunął się nieco w bok. - Niegrzeczny demon. Nie wolno ci tak marnować krwi - pouczył go i wsunął zroszone życiodajnym płynem palce do jego ust. Poczekał, aż Raven posłusznie je obliże i zabrał dłoń. Pochylił się pod jego ramieniem. Spojrzał na niego uważnie z dołu i uśmiechnął się obnażając kły. - Tym razem ci pomogę oczyścić to splugawione ciało, ale następnym razem nie będę tak łaskawy - rzucił z nieznacznym rozbawieniem i zassał jego sutek, wciąż patrząc Ravenowi w oczy. Kiedy poczuł, że nie ma tam już więcej krwi, przygryzł go i odchylił się, szarpiąc za niego lekko. Następnie bardzo powoli przejechał językiem po szkarłatnej strużce, by zakończyć tę podróż czymś na kształt pocałunku. Ssał jego dolną, opuchniętą wargę, spijając wciąż wypływającą z niej krew.
- Raven. - Powiedział miękko i ścisnął jego sutek. - Nie życzę sobie, by twoje nieczyste i występne ciało ocierało się o mnie.
Przycisnął go do siebie mocniej, nawet przez skórzany materiał zagłębiając się lekko swoim penisem w jego wejście. To nie Raven miał go szukać. To Belial miał go dręczyć.
- Czy wyraziłem się wystarczająco jasno? - zapytał zmysłowym szeptem, a potem polizał jego szyję. I dopiero wtedy zauważył, że jego palce i ciało Ravena pokryte są krwią. Zaśmiał się cicho, ale był to dźwięk o tyle nieprzyjemny, że - choć uwodzicielski - słychać w nim było nutę okrucieństwa. Belial wysunął się z kochanka i przesunął się nieco w bok. - Niegrzeczny demon. Nie wolno ci tak marnować krwi - pouczył go i wsunął zroszone życiodajnym płynem palce do jego ust. Poczekał, aż Raven posłusznie je obliże i zabrał dłoń. Pochylił się pod jego ramieniem. Spojrzał na niego uważnie z dołu i uśmiechnął się obnażając kły. - Tym razem ci pomogę oczyścić to splugawione ciało, ale następnym razem nie będę tak łaskawy - rzucił z nieznacznym rozbawieniem i zassał jego sutek, wciąż patrząc Ravenowi w oczy. Kiedy poczuł, że nie ma tam już więcej krwi, przygryzł go i odchylił się, szarpiąc za niego lekko. Następnie bardzo powoli przejechał językiem po szkarłatnej strużce, by zakończyć tę podróż czymś na kształt pocałunku. Ssał jego dolną, opuchniętą wargę, spijając wciąż wypływającą z niej krew.
Raven
Raven był właściwie bardzo wdzięczny Belialowi, że ten jeszcze nie
zabronił mu pojękiwania czy w ogóle odzywania się w jakikolwiek sposób. Czuł,
że gdyby nie wolno mu było artykułować wypełniającej go, pomieszanej z bólem
przyjemności, zwyczajnie by oszalał. Zresztą wariował już nawet teraz. Każde
dotknięcie ukochanego - cóż,
aktualnie pana - sprawiało,
że cała jego skóra zdawała się płonąć. Cały płonął. Płonął. I chciał więcej. Ale, rzecz jasna, nie
mógł tego dostać.
Ostatecznie, był teraz karany, nie zaś nagradzany.
- Dziękuję, mój panie... dziękuję. Jesteś aż nazbyt wyrozumiały i łaskawy dla swojego niegodnego sługi - wyjęczał pokornie w odpowiedzi na uwagę księcia. I pojękiwał - już bez słów - przez cały ten czas, kiedy rogaty demon wylizywał jego tak przecież cholernie podniecone ciało z krwi. Przestał dopiero wtedy, gdy książę zaczął ssać jego dolną wargę. Hmm, ściślej mówiąc, nie przestał. A w każdym razie nie uciszył się. Po prostu zastąpił jęki cichym krzykiem, który jakoś tak mimowolnie opuścił jego rozchylone, opuchnięte od gryzienia i pocałunków wargi. Przymknął też oczy, wyprężając się w okowach i błagając Beliala w myślach, by w końcu wybawił go z tej słodkiej udręki; żeby pozwolił mu dojść. W myślach, bo nie śmiałby powiedzieć tego na głos. Nie teraz.
Nie męcz mnie tak... przecież wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko... mój panie.
Ostatecznie, był teraz karany, nie zaś nagradzany.
- Dziękuję, mój panie... dziękuję. Jesteś aż nazbyt wyrozumiały i łaskawy dla swojego niegodnego sługi - wyjęczał pokornie w odpowiedzi na uwagę księcia. I pojękiwał - już bez słów - przez cały ten czas, kiedy rogaty demon wylizywał jego tak przecież cholernie podniecone ciało z krwi. Przestał dopiero wtedy, gdy książę zaczął ssać jego dolną wargę. Hmm, ściślej mówiąc, nie przestał. A w każdym razie nie uciszył się. Po prostu zastąpił jęki cichym krzykiem, który jakoś tak mimowolnie opuścił jego rozchylone, opuchnięte od gryzienia i pocałunków wargi. Przymknął też oczy, wyprężając się w okowach i błagając Beliala w myślach, by w końcu wybawił go z tej słodkiej udręki; żeby pozwolił mu dojść. W myślach, bo nie śmiałby powiedzieć tego na głos. Nie teraz.
Nie męcz mnie tak... przecież wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko... mój panie.
Belial
Ssał coraz mocniej, z lubością wsłuchując się w te wszystkie jęki i
krzyki. Chciał go doprowadzić na skraj. I jeszcze. I znów. Zacisnął kły na jego
wardze i krew poleciała żywiej, spływając mu w dół gardła. Przełknął ją i
oderwał się od ust Ravena. Nagle znów stał za nim, znów się w niego wciskał, a
jego prawa dłoń więziła podbródek kochanka. Odchylił jego głowę w tył. Bez
trudu mogli sobie teraz spojrzeć w oczy.
- Drażnisz mnie - powiedział miękko. Zupełnie nie tak, jak te słowa powinno się wypowiadać. Polizał jego dolną wargę. - Jeśli sądzisz, że dzieje ci się krzywda... Poproś, jestem łaskawy. A jeśli nie... To dlaczego krzyczysz? Nie życzę sobie tego.
Jedną ręką przyciskał go mocno do siebie, obejmując szczupłe ciało w pasie. Druga dłoń błądziła w okolicy jego krocza; palce Beliala ledwo muskały naprężoną męskość. Bawił się nim. Czekał, aż Raven wreszcie nie wytrzyma, aż zacznie go prosić.
- Drażnisz mnie - powiedział miękko. Zupełnie nie tak, jak te słowa powinno się wypowiadać. Polizał jego dolną wargę. - Jeśli sądzisz, że dzieje ci się krzywda... Poproś, jestem łaskawy. A jeśli nie... To dlaczego krzyczysz? Nie życzę sobie tego.
Jedną ręką przyciskał go mocno do siebie, obejmując szczupłe ciało w pasie. Druga dłoń błądziła w okolicy jego krocza; palce Beliala ledwo muskały naprężoną męskość. Bawił się nim. Czekał, aż Raven wreszcie nie wytrzyma, aż zacznie go prosić.
Raven
Z jednej strony wiedział, że prosząc teraz Beliala o cokolwiek wbiłby
sobie na własne życzenie przysłowiowy gwóźdź do trumny. I wystawiłby się -
jeszcze bardziej, niż dotychczas, o ile było to jeszcze możliwe - na jego łaskę
i niełaskę. Prawdopodobnie to ostatnie. Ale z drugiej strony wyglądało na to,
że książę tego właśnie od niego oczekuje. Chyba po prostu chciał usłyszeć, jak
Raven o coś błaga. Cóż, ostatecznie nie miał zbyt często okazji tego słyszeć.
Właściwie to chyba jeszcze nigdy. Lord de Bris nie miał w zwyczaju za nic
dziękować ani przepraszać, a co dopiero prosić. Zawsze i tak dostawał wszystko,
na czym tylko spoczął jego wzrok. Jak rozkapryszony paniczyk. I to dosłownie
wszystko. Miał praktycznie cały świat na swoje skinięcie i nikt - może poza
Lucyferem, który jednak nie korzystał ze swojego przywileju zbyt często - nie był w stanie zmusić
Ravena do tego, by porzucił swoją dumę i arogancję. Nie i już.
Ale dzisiaj było inaczej... tak zupełnie, zupełnie inaczej.
- Błagam, mój panie... - wyjęczał demon cicho, wijąc się bezwolnie w ramionach księcia. Czuł - nie, po prostu wiedział - że jeszcze chwila takich tortur, a naprawdę nie wytrzyma. I coś w nim pęknie. Chyba nie miał innego wyjścia niż rzeczywiście... prosić. - Błagam... pozwól mi dojść.
Ale dzisiaj było inaczej... tak zupełnie, zupełnie inaczej.
- Błagam, mój panie... - wyjęczał demon cicho, wijąc się bezwolnie w ramionach księcia. Czuł - nie, po prostu wiedział - że jeszcze chwila takich tortur, a naprawdę nie wytrzyma. I coś w nim pęknie. Chyba nie miał innego wyjścia niż rzeczywiście... prosić. - Błagam... pozwól mi dojść.
Belial
Zaśmiał
się cicho.
- Widzisz, mój piękny niewolniku - zaczął zmysłowym tonem. - Problem z demonami jest taki, że to zdradliwe istoty. I do tego kłamliwe. Wiadomo ci coś na ten temat? - zapytał zaciskając dłoń wokół jego męskości. Poruszył nią kilka razy w górę i w dół.
I odsunął się. Daleko, prawie na drugi koniec pomieszczenia.
- Zabraniam ci dochodzić - powiedział głośno, a jego głos brzmiał ostro, rozkazująco. - Zabraniam ci nawet myśleć o tym. Zabraniam ci jęczeć, mój posłuszny sługo.
Przez chwilę słychać było szuranie. Potem cichą, ledwie słyszalną wibrację mocy i krótki, cichy jęk Beliala.
- I przede wszystkim, zabraniam ci krzyczeć.
Chłodne powietrze lochu rozdarł świst.
Belial zaczął smagać plecy Ravena biczem.
- Widzisz, mój piękny niewolniku - zaczął zmysłowym tonem. - Problem z demonami jest taki, że to zdradliwe istoty. I do tego kłamliwe. Wiadomo ci coś na ten temat? - zapytał zaciskając dłoń wokół jego męskości. Poruszył nią kilka razy w górę i w dół.
I odsunął się. Daleko, prawie na drugi koniec pomieszczenia.
- Zabraniam ci dochodzić - powiedział głośno, a jego głos brzmiał ostro, rozkazująco. - Zabraniam ci nawet myśleć o tym. Zabraniam ci jęczeć, mój posłuszny sługo.
Przez chwilę słychać było szuranie. Potem cichą, ledwie słyszalną wibrację mocy i krótki, cichy jęk Beliala.
- I przede wszystkim, zabraniam ci krzyczeć.
Chłodne powietrze lochu rozdarł świst.
Belial zaczął smagać plecy Ravena biczem.

9 komentarze:
OMG TO JEST ZAJEBISTE MOCNO W HUJ, SERIO. LOFKI <3 KC REVEN&BALIAL <33333333333333333333333333
Macie świetny warsztat, serio ♥ Czekam z niecierpliwością na kolejną notkę, oby był tak samo świetna jak ta!
SDLJCSKDCHBDCJSHDC <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333
fajnie żeście to wykoncypowali z tym wszystkim ja bym na to nie wpadla aleto chyba dlatego ze nigdy nie skoczylam liceum ani nic
słit, lofciam ich <3333 som tacy uroooooczy i wogóle słodcy że omd po prostu <333
Naprawdę bardzo rzadko komentuję teksty znalezione w internecie, lecz tym razem po prostu musiałam zejść ze swojego piedestału ciszy, aby oddać Wam taki drobny pokłon i hołd. Wam, Waszemu warsztatowi, który przerósł moje oczekiwania. Nie spodziewałam się trafić tutaj na taką perełkę, na coś, co pozwoliłoby kompletnie zagłębić się w lekturze i zapomnieć o całym świecie.
Tekst jest naprawdę świetny, pobudza zmysły i emocje, skłania do krótkiej refleksji. Pokazuje coś, czego nie sposób zaobserwować w prawdziwym życiu - miłość, czystą i szczerą, chociaż wyjątkowo trudną. Napięcie nie opuszczało mnie do samego końca i, muszę to przyznać, aż zrobiło mi się żal, gdy doszłam do końca. Niedosyt - tyle pozostało mi po przeczytaniu.
Gratuluję, z całego serca i pozdrawiam.
LEL FUJ GEJE
<3333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333
zajebistość serio mocno w chuj bardzo chcę wiecej jaram się namiot pornmind omg kocham więcej jezu tak tak tak dochodzę jak czytam
ohyda. nie wiem, jak można pisać takie rzeczy, to niezgodne z Biblią i kultura, obrzydliwe. Ktoś powinien to zgłosić na policję, a was wysłać na leczenie.
Prześlij komentarz