Słodki Kruk i Książę Piekieł. Rozdział IV
Raven
Serce tłukło się w mojej piersi jak oszalałe.
Jego szybki, jednostajny rytm w połączeniu z szumem krwi w uszach sprawiał, że
nie byłem w stanie skupić się na niczym poza tym, co właśnie robił ze mną
Belial. A robił rzeczy bezwstydnie wręcz rozkoszne. Z moich ust wydobywały się
kolejne jęki, coraz głośniejsze i bardziej błagalne.
Ostatkiem sił odwróciłem twarz i spojrzałem mu w
oczy. Chyba jeszcze bardziej go to podnieciło, bo gwałtownie przyspieszył,
jeszcze szybciej wsuwając we mnie palce, jeszcze mocniej zaciskając dłoń na
mojej męskości. Zalała mnie kolejna, nieznośnie gorąca fala rozkoszy. Wpatrywałem
się z zachwytem w jego jaśniejące błękitem oczy, w ciemne włosy, okalające
piękną twarz, w rozchylone usta, zaczerwienione i nabrzmiałe od naszych
wspólnych pocałunków. Wpiłem się w nie rozpaczliwie, przygryzając je i ssąc,
bliski obłędu.
Belial gwałtownie pochylił się i wbił mi w szyję
swoje ostre kły. Z niewielkiej rany trysnęła krew, a całym pomieszczeniem
wstrząsnął mój głośny, namiętny krzyk. Opadłem bezsilnie na jego ramię, dysząc
ciężko. Demon uśmiechnął się, po czym, patrząc mi wyzywająco w oczy, zbliżył do
ust rękę pełną mojego nasienia i zaczął ją dokładnie oblizywać, wyraźnie
rozkoszując się moim smakiem. Nieco zmieszany, spuściłem wzrok, patrząc w dół -
wprost na jego wzniesiony potężną erekcją członek. Na ten widok znowu oblała
mnie gwałtowna, nieokiełznana fala pożądania.
Przytuliłem się mocno do Beliala, zaciskając
dłonie na jego umięśnionych ramionach. Demon odwzajemnił uścisk, obdarzając
mnie przy okazji długim, namiętnym pocałunkiem, po czym dość brutalnie rzucił
mnie na kanapę twarzą do dołu. Jedną rękę wsunął w moje splątane włosy, zaś
drugą przesunął na podbrzusze, zaciskając swoje zwinne palce na mojej
twardniejącej męskości.
Krzyknąłem, gdy niespodziewanie poczułem go w
sobie. To nowe uczucie było tak niezwykłe, tak absorbujące i niewiarygodnie
rozkoszne, że na chwilę straciłem oddech. Czułem wszystko o wiele intensywniej
niż wtedy, kiedy robił to palcami. Wypiąłem się mocniej, dając mu do
zrozumienia, że chcę, by wsadził mi go jeszcze głębiej, mocniej, żeby zrobił ze
mną to wszystko, na co tak długo miał ochotę. Wgryzłem się gwałtownie w obicie
kanapy, gdy zaczął się we mnie poruszać. Gładki, chłodny materiał tłumił
skutecznie moje głośne krzyki.
Belial
Był tak cudownie ciasny. Początkowo musiałem
bardzo uważać, żeby go nie uszkodzić, nie sprawić mu bólu... Ale po chwili
przestałem się tym przejmować. Raven krzyczał, starał się to słumić poręczą
sofy, jednak było to niemożliwe. I nie krzyczał z bólu, a przynajmniej nie
tylko. Wiem, o czym mówię, bo namacalny tego dowód tkwił w mojej prawej ręce.
Czułem się jak we śnie. Wchodziłem w Ravena
coraz mocniej, próbując całkowicie się w nim zanurzyć, pode mną grały mięśnie
jego pośladków, pleców, ramion; dłonią przesuwałem po erekcji demona, powodując
tym samym jego głośniejsze krzyki. Nasze spocone ciała ocierały się o siebie,
za każdym razem wydając mokre plaśnięcie. A ten upojny zapach! Woń krwi,
pożądania, naszych ciał i ostrego rżnięcia – symfonia rozkoszy. Czy może być
coś lepszego?
Oczywiście, że może. Wysunąłem się z Ravena,
obróciłem go przodem do siebie, kładąc sobie jego wspaniale wyrzeźbione nogi na
ramionach i znów posiadłem jego ciało. Wbijałem się tak mocno i szybko, że
dźwięki wydawane uprzednio przez demona teraz zamieniły się w jeden ciągły
krzyk. Zaczął się pode mną wić, a po chwili dostrzegłem, że rozdrapuje swoje
ręce. Natychmiast złapałem jego nadgarstki i pochyliłem się, by przyszpilić je
do poręczy. Teraz tylko cale dzieliły nasze twarze, a Raven już więcej nie
krzyczał, tylko pojękiwał przez zdarte gardło. Każde pchnięcie było dla nas obu
osobną paradą przyjemności.
Chłonąłem wzrokiem piękno Ravena, próbując wyryć
sobie w pamięci jego roziskrzone oczy wpatrujące się w jakiś odległy punkt poza
moją twarzą, jego cudowne, wilgotne od potu kości policzkowe, obłędny wykrój
rozchylonych ust, zmarszczone brwi. - Jesteś taki piękny – wydyszałem szeptem i
pochyliłem się, by go pocałować. On jednak załkał prosto w moje usta i poczułem,
jak po brzuchu rozlewa mi się ciepła ciecz. Zaraz potem moim ciałem targnął
spazm, który wydusił ze mnie ochrypły krzyk i doszedłem we wnętrzu demona.
Kiedy opadła fala pożądania, wysunąłem się z
Ravena, zdjąłem jego nogi z moich ramion i opadłem bez sił na jego ciało. Przez
naprawdę długą chwilę leżeliśmy tylko, rozpaczliwie próbując złapać oddech.
Kiedy znowu mogłem mówić, uniosłem się z wysiłkiem na łokciach, spojrzałem na
demona i wyszeptałem: - Łał. To było... - ale nie dokończyłem.
Raven w odpowiedzi rozchylił powieki i
uśmiechnął się nieśmiało. Poczułem, jak w moje oczy wkrada się pewien mroczny
cień; ta pierwotna zaborczość, kiedy dwoje ludzi właśnie uprawiało nieziemski
seks i widziało u siebie nawzajem praktycznie wszystko, i należy jakoś
zasygnalizować, że to wszystko należy do ciebie. Natychmiast zacząłem obdarzać
jego twarz czułymi pocałunkami: w policzki, czoło, nos, powieki. Usłyszałem
westchnienie mężczyzny pode mną i natychmiast pocałowałem go w usta.

0 komentarze:
Prześlij komentarz