Słodki Kruk i Książę Piekieł. Rozdział V
Raven
Przez dłuższą chwilę dyszałem ciężko, nie mogąc
złapać oddechu. Objąłem mocno Beliala, wdychając z rozkoszą upojny zapach jego
wilgotnej skóry i próbując uspokoić szalone bicie serca. Miałem ochotę
powiedzieć mu wiele rzeczy, ale z jakichś powodów słowa takie jak "było mi
cudownie" albo "powtórzmy to jeszcze kiedyś" nie chciały mi
przejść przez gardło. Patrzyłem więc tylko przez wpółprzymknięte powieki, jak
pochyla się nade mną i delikatnie muska wargami moją rozpaloną twarz.
Zaniepokoiłem się lekko, pełen obaw, czy nie jest to aby wstęp do kolejnych
pieszczot, na które zupełnie nie miałem siły, ale Belial wyglądał tak
spokojnie, że od razu się odprężyłem. Intensywny, pożądliwy błękit w jego
oczach powoli zaczął blaknąć, ustępując miejsca nieprzeniknionej czerni. Kiedy
pocałował mnie w usta, westchnąłem przeciągle i gwałtownie objąłem dłońmi jego
głowę, wplątując palce w ciemne, mokre od potu kosmyki.
– Hej, idioto – powiedziałem, ciągnąc go
mocno za włosy i uśmiechając się złośliwie. – Nawet nie próbuj wyobrażać sobie
teraz nie wiadomo czego, jasne?
Belial
– Za późno, właśnie wspominałem, jak pode
mną jęczałeś – poinformowałem go z błyskiem w oku. Mało brakowało, a zacząłbym
mruczeć jak kot. Raven jakoś nie miał do tej pory okazji na zmierzwienie mi
włosów i odkrycie, że skóra mojej głowy to praktycznie jedna wielka strefa
erogenna.
– I wcale nie jestem idiotą. Mam całkiem
rozległą wiedzę na wiele tematów – odparłem wyniośle, próbując ukryć, jak
bardzo mnie kręci dotyk jego dłoni, nawet jeśli właśnie szarpnął mnie za kudły.
– A propos, wiedziałeś, że w języku francuskim mają zwyczaj nazywać orgazm la
petite mort – "mała śmierć"? Jak dla mnie, całkiem trafne
określenie.
Raven
Roześmiałem się serdecznie, słuchając jego
gadaniny. Wyglądało na to, że zaczął już dochodzić do siebie.
– Nie wątpię, że masz rozległą wiedzę –
powiedziałem z przekąsem, puszczając jego włosy. – Jednak w całym jej ogromie
nie zauważyłeś, że noszę francuskie nazwisko. Doskonale znam ten język, ciołku
– dodałem i pstryknąłem go palcem w nos.
Korzystając z chwilowej dezorientacji demona,
odsunąłem go od siebie i sięgnąłem po spodnie, leżące w nieładzie na podłodze.
Nie miałem zamiaru paradować nago przed tym napaleńcem ani chwili dłużej,
zwłaszcza, że w jego oczach dostrzegłem kilka niepokojących, błękitnych iskierek.
– Założę się, że bajerujesz na takie teksty
każdego – powiedziałem z lekkim wyrzutem, powoli zapinając rozporek. Belial
przyglądał się uważnie moim dłoniom, jakby w ogóle nie słuchał tego, co mówię.
Wzdychając cicho, wzruszyłem ramionami i podniosłem z ziemi koszulę.
Belial
Przyglądałem się Ravenowi jak zahipnotyzowany,
nie mogąc oderwać spojrzenia od jego nagiego jeszcze przed chwilą ciała.
– No wiesz, jeszcze się taki nie narodził,
co przez moje łóżko nie przechodził – palnąłem i żałowałem tych słów, zanim
jeszcze je wypowiedziałem. No czemu tak trudno mi się z nim rozmawia?! – W
sumie jakoś mi wyleciało z głowy twoje francuskie nazwisko – mruknąłem. – Ale
nie śmiej wątpić w to, że jestem bardzo świadom twoich umiejętności
językowych z zakresu francuskiego – uśmiechnąłem się i spojrzałem mu w oczy.
To, co tam zobaczyłem, zaniepokoiło mnie.
Raven
To, co właśnie usłyszałem, podziałało na mnie
jak zimny prysznic. Cholernie zimny prysznic. Widok jego wypełnionych
pożądaniem oczu nagle zaczął mnie niewymownie mierzić. Odwróciłem się od niego,
drżącymi palcami zapinając guziki koszuli.
– Dziękuję za uświadomienie mi, że nie
jestem nikim wyjątkowym – powiedziałem cicho, przygryzając wargi. Moje oczy
zasnuły się delikatną, czerwoną mgiełką, ale już po chwili wziąłem się w garść
i zacisnąłem zęby.
– Mam nadzieję, że wyjście znajdziesz sam –
wyszeptałem z pewnym trudem i skierowałem się ku schodom prowadzącym na górę. W
każdym innym przypadku rzuciłbym na pożegnanie jakiś zjadliwy komentarz, ale
nie teraz. Nie po tym wszystkim. Nie po tym, jak pokazałem mu, jaki naprawdę
jestem – bez żadnych masek, bez obaw, bez zahamowań. Po tych bezlitosnych
słowach, nawet jeśli były szczere, po prostu nie miałem ochoty na niego
patrzeć.
Belial
Nie, nie, nie... – myślałem gorączkowo. Co
tu właśnie zaszło?!
– Zaczekaj – poprosiłem. A nigdy nie
proszę. Sam biorę to, na co mam ochotę. – Nie miałem tego na myśli –
dokończyłem wstając z kanapy. Szybkim krokiem dogoniłem Ravena i złapałem go za
ramię, jednak on błyskawicznie się wyrwał, nawet na mnie nie patrząc. Z
rozpaczą przyglądałem się, jak wspina się po schodach.
– Chyba właśnie dlatego nie umiem z tobą
rozmawiać, bo jesteś kimś wyjątkowym – powiedziałem żałośnie. – Każdemu innemu
bym nakłamał i zmył się dosłownie sekundy po wszystkim. Teraz jakoś nie mam na
to ochoty – ostatnie słowa wyszeptałem ze spuszczoną głową i tak cicho, że
pewnie ich nawet nie usłyszał. Wstydziłem się tego nowego, dopiero kiełkującego
uczucia, którego nie potrafiłem nazwać. Czułem, że poruszam się po bardzo
grząskim gruncie i według nieznanych mi zasad.
Raven
Zatrzymałem się gwałtownie i odwróciłem, nie
wierząc własnym uszom. Belial stał kilka stopni za mną – ze spuszczoną głową, z
twarzą ukrytą w cieniu splątanej grzywy ciemnych włosów. Zastanowiłem się
przelotnie, jak wiele osób miało okazję widzieć go w takiej skruszonej pozie.
Cóż, znając charakterek tego przeklętego diabła, pewnie i tak już nie żyją.
Powoli zbliżyłem się do niego, ignorując przenikliwy ból w klatce piersiowej.
– Przestań – powiedziałem cicho, a on
uniósł głowę, patrząc na mnie ze zdziwieniem. – Po prostu przestań. To nie w
twoim stylu. Nie kupuję tego. I nie chcę tego słuchać.
Przez długą chwilę staliśmy w milczeniu, mierząc
się spojrzeniami.
– Proszę cię tylko o jedno – zacząłem
poważnym tonem, patrząc mu uważnie w oczy. Wzdrygnął się lekko, gdy przysunąłem
się jeszcze bliżej. – Ubierz w końcu spodnie, ty niewydarzony idioto –
mruknąłem mu prosto do ucha, nie mogąc powstrzymać śmiechu, od dłuższej chwili
łaskoczącego mnie w gardło. – Serio, nie każdy marzy o tym, by oglądać cię
nago!

0 komentarze:
Prześlij komentarz