Gone with the Sin. Rozdział XII (ostatni)
Raven
Żaden przypadkowy seks, niezależnie jak dobry by nie był, nie mógłby zastąpić
Ravenowi tego, co czuł teraz. Co miał teraz. A miał... chyba wszystko.
Wszystko, co było mu potrzebne do absolutnego szczęścia. Obecność ukochanego.
Jego dotyk. Niski, głęboki głos, który przenikał długowłosego demona na wskroś,
do najdalszych i najskrytszych zakamarków jego duszy. Słodkie, ale zarazem
namiętne pocałunki, które sprawiały, że cały od środka... po prostu się topił.
I płonął w ogniu miłości, ogniu, któremu pozwolił wygasnąć na tak długo... zbyt
długo. Tyle niepotrzebnych
słów. Po co to wszystko... ach. Ach! Wił
się pod Belialem, na przemian to jęcząc, to krzycząc, bez słów błagając go, by
nie przestawał. Żeby wchodził w niego mocniej, głębiej, żeby się nie hamował,
bo Raven właśnie tego chciał. Chciał wszystko czuć. Chciał czuć jego.
Mężczyznę, którego kochał.
Jedynego, którego kochał w ten sposób.
- Belial... dojdź we mnie - wyjęczał mu prosto w usta, wysuwając biodra odrobinę w górę i poruszając nimi w rytm pchnięć kochanka, nabijając się na tę wyprężoną, pulsującą męskość całym swoim ciałem. Było mu tak dobrze. Tak rozkosznie. Mógłby teraz umrzeć... chciał umrzeć. Chciał przeżywać tę słodką, małą śmierć wiele, wiele razy, aż całkiem opadnie z sił i po prostu zaśnie w tych ciepłych, silnych ramionach, za którymi tak tęsknił. Będzie to przeżywał wciąż i wciąż na nowo. Dzisiaj. I jutro. I przez wiele następnych dni (oraz nocy), podczas których nie dopuści do tego, by ponownie ich coś rozdzieliło. Wiedział, że drugi raz nie zniesie takiej rozłąki. Za bardzo go kochał. Zbyt rozpaczliwie. Byli jednością. Należeli do siebie nawzajem i nic poza tym się już nie liczyło. Ani zazdrość, ani żadne złe wspomnienia. Tylko ty, mój słodki książę. - Dojdź we mnie- wyszeptał Raven jeszcze raz. Nagląco. Nie przeciągaj tego... chcę spełnienia. Chcę ciebie. - Chcę... - I nie dokończył już tego, co chciał powiedzieć, bo znowu się rozjęczał, kurczowo zaciskając palce na włosach kochanka i przygryzając mu wargę niemal do krwi.
Mężczyznę, którego kochał.
Jedynego, którego kochał w ten sposób.
- Belial... dojdź we mnie - wyjęczał mu prosto w usta, wysuwając biodra odrobinę w górę i poruszając nimi w rytm pchnięć kochanka, nabijając się na tę wyprężoną, pulsującą męskość całym swoim ciałem. Było mu tak dobrze. Tak rozkosznie. Mógłby teraz umrzeć... chciał umrzeć. Chciał przeżywać tę słodką, małą śmierć wiele, wiele razy, aż całkiem opadnie z sił i po prostu zaśnie w tych ciepłych, silnych ramionach, za którymi tak tęsknił. Będzie to przeżywał wciąż i wciąż na nowo. Dzisiaj. I jutro. I przez wiele następnych dni (oraz nocy), podczas których nie dopuści do tego, by ponownie ich coś rozdzieliło. Wiedział, że drugi raz nie zniesie takiej rozłąki. Za bardzo go kochał. Zbyt rozpaczliwie. Byli jednością. Należeli do siebie nawzajem i nic poza tym się już nie liczyło. Ani zazdrość, ani żadne złe wspomnienia. Tylko ty, mój słodki książę. - Dojdź we mnie- wyszeptał Raven jeszcze raz. Nagląco. Nie przeciągaj tego... chcę spełnienia. Chcę ciebie. - Chcę... - I nie dokończył już tego, co chciał powiedzieć, bo znowu się rozjęczał, kurczowo zaciskając palce na włosach kochanka i przygryzając mu wargę niemal do krwi.
Belial
To było takie intensywne. Jakby dopiero co się obudził z bardzo długiego i
bardzo złego snu, by teraz wsłuchiwać się w te urzekające dźwięki z ust
ukochanego, dźwięki i słowa, które jeszcze bardziej go pobudzały, które chciał
słyszeć już zawsze. I tylko, tylko z jego ust.
Wchodził w niego mocno, głęboko; szybko. Nawet gdyby Raven zaprotestował, Belial i tak nie umiałby się przed tym powstrzymać. Sięgnął dłonią do jego członka. Owinął wokół niego palce i pieścił go; pchnięcie i pieszczota, pchnięcie, pieszczota, przygryzienie warg. Ich jęki i krzyki mieszały się ze sobą, łączyły się, zupełnie jak ich wonie, oddechy. Ich ciała. Aż wreszcie Belial spełnił prośbę kochanka. Ciało Ravena wyprężyło się. Demon zacisnął się wokół erekcji rogatego i na jego dłoń spłynęło jego nasienie, a Belial z przeciągłym jękiem doszedł w ciele Ravena.
Podparł się na łokciu i przez chwilę po prostu patrzył na jego twarz. Była taka piękna. Te napuchnięte i zaczerwienione od pocałunków wargi, które teraz tak rozpaczliwie próbowały złapać oddech. Długie, ciemne rzęsy rzucające cień na zarumienione policzki o idealnym kształcie. Błyszczące oczy, w których kłębiło się tyle emocji i w których Belial widział cień swojego odbicia. Pod wpływem impulsu zaczął pokrywać jego twarz czułymi pocałunkami: policzki, podbródek, czoło. Usta. Przepełniała go radość tak wielka i czysta, jak jeszcze nigdy wcześniej. Nawet w Raju nie był tak szczęśliwy.
Odsunął się trochę i uniósł ubrudzoną spermą rękę do ust. Wciąż przyglądając się Ravenowi i z lekkim uśmiechem błąkającym się na wargach zlizywał jego soki ze swojej dłoni, a kiedy nic już na niej nie zostało, pocałował swojego kochanka.
- Tak strasznie za tobą tęskniłem - wyznał mu szeptem na ucho po chwili. - Ja... To był błąd. Już przenigdy nie pozwolę ci odejść.
Wchodził w niego mocno, głęboko; szybko. Nawet gdyby Raven zaprotestował, Belial i tak nie umiałby się przed tym powstrzymać. Sięgnął dłonią do jego członka. Owinął wokół niego palce i pieścił go; pchnięcie i pieszczota, pchnięcie, pieszczota, przygryzienie warg. Ich jęki i krzyki mieszały się ze sobą, łączyły się, zupełnie jak ich wonie, oddechy. Ich ciała. Aż wreszcie Belial spełnił prośbę kochanka. Ciało Ravena wyprężyło się. Demon zacisnął się wokół erekcji rogatego i na jego dłoń spłynęło jego nasienie, a Belial z przeciągłym jękiem doszedł w ciele Ravena.
Podparł się na łokciu i przez chwilę po prostu patrzył na jego twarz. Była taka piękna. Te napuchnięte i zaczerwienione od pocałunków wargi, które teraz tak rozpaczliwie próbowały złapać oddech. Długie, ciemne rzęsy rzucające cień na zarumienione policzki o idealnym kształcie. Błyszczące oczy, w których kłębiło się tyle emocji i w których Belial widział cień swojego odbicia. Pod wpływem impulsu zaczął pokrywać jego twarz czułymi pocałunkami: policzki, podbródek, czoło. Usta. Przepełniała go radość tak wielka i czysta, jak jeszcze nigdy wcześniej. Nawet w Raju nie był tak szczęśliwy.
Odsunął się trochę i uniósł ubrudzoną spermą rękę do ust. Wciąż przyglądając się Ravenowi i z lekkim uśmiechem błąkającym się na wargach zlizywał jego soki ze swojej dłoni, a kiedy nic już na niej nie zostało, pocałował swojego kochanka.
- Tak strasznie za tobą tęskniłem - wyznał mu szeptem na ucho po chwili. - Ja... To był błąd. Już przenigdy nie pozwolę ci odejść.
Raven
Przyglądał się, jak Belial wylizuje swoją dłoń. Jak jego kształtne,
kusząco wykrojone wargi przesuwają się po skórze, zbierając z niej białą ciecz.
I na ten widok długowłosy demon zarumienił się jeszcze mocniej. Chyba nie byłby
w stanie powiedzieć tego na głos, bo wciąż brakowało mu tchu, ale chciałby,
och, tak bardzo by chciał, żeby książę lizał tak także jego... teraz... całe jego ciało, wciąż
drżące i wrażliwe po ledwo co przeżytym orgazmie. Raven westchnął przeciągle.
Zdążył już zapomnieć, w jak rozkoszny sposób jego ukochany potrafi go
zawstydzić. W ten dobry sposób, zdecydowanie. Najlepszy. Tak, by demon czuł się
jedynie bardziej pobudzony. I chociaż osiągnął spełnienie przed zaledwie
chwilą, czuł, że znowu jest gotowy. I że robi mu się gorąco od samej obecności
ukochanego.
Dlatego też z pewnym trudem skupił się na słowach opuszczających te piękne, kuszące usta. W pierwszym odruchu chciał odpowiedzieć, że on też tęsknił. I żeby Belialowi nigdy już nie przychodziły do tej durnej, rogatej głowy podobne pomysły, bo Raven tego po prostu nie wytrzyma i po jeszcze jednej takiej akcji naprawdę coś w nim pęknie. Ale nie powiedział tego wszystkiego. Nie powiedział, bo było jedno słowo - najważniejsze - którego nie wypowiedział rok temu, chociaż powinien to zrobić. Słowo, którego nie używał zbyt często. Ale jeśli już to robił, to powód z pewnością nie był banalny. Demon przymknął oczy.
- Belial - wyszeptał po przeciągającej się chwili milczenia, wplatając dłoń w ciemne kosmyki włosów ukochanego. - Przepraszam.
Dlatego też z pewnym trudem skupił się na słowach opuszczających te piękne, kuszące usta. W pierwszym odruchu chciał odpowiedzieć, że on też tęsknił. I żeby Belialowi nigdy już nie przychodziły do tej durnej, rogatej głowy podobne pomysły, bo Raven tego po prostu nie wytrzyma i po jeszcze jednej takiej akcji naprawdę coś w nim pęknie. Ale nie powiedział tego wszystkiego. Nie powiedział, bo było jedno słowo - najważniejsze - którego nie wypowiedział rok temu, chociaż powinien to zrobić. Słowo, którego nie używał zbyt często. Ale jeśli już to robił, to powód z pewnością nie był banalny. Demon przymknął oczy.
- Belial - wyszeptał po przeciągającej się chwili milczenia, wplatając dłoń w ciemne kosmyki włosów ukochanego. - Przepraszam.
Belial
Z zaskoczenia nie potrafił się ruszyć. Rzadko zdarzało się słyszeć, by
Raven... Nie, wróć. Właściwie to Belial chyba nigdy nie słyszał, by Raven kogokolwiek przepraszał.
I to za co? Przecież to Belial powinien przepraszać jego! Za tę cholerną,
bolesną karę, która tak demona skrzywdziła, że ten aż przedziurawił sobie
policzek na wylot. Za zerwanie bez słowa wyjaśnienia. Za ten pierdolony rok
nikomu niepotrzebnej rozłąki.
Belial przymknął oczy i trwał tak przez chwilę, skupiając się na dłoni wplecionej w jego włosy. Choć w środku zaczął czuć się strasznie źle - bo oto dumny demon, którego nigdy nawet nie podejrzewał o znajomość słowa "przepraszam" na swój sposób kajał się teraz przed nim - to subtelna pieszczota Ravena sprawiała, że się uspokajał. Uwielbiał, kiedy Kruk dotykał skóry jego głowy tymi swoimi smukłymi palcami, kiedy przeczesywał jego włosy.
Westchnął cicho i otworzył oczy.
- To ja przepraszam, ptaszyno - odparł zduszonym głosem, a potem, pod wpływem impulsu, zaczął go namiętnie całować.
Belial przymknął oczy i trwał tak przez chwilę, skupiając się na dłoni wplecionej w jego włosy. Choć w środku zaczął czuć się strasznie źle - bo oto dumny demon, którego nigdy nawet nie podejrzewał o znajomość słowa "przepraszam" na swój sposób kajał się teraz przed nim - to subtelna pieszczota Ravena sprawiała, że się uspokajał. Uwielbiał, kiedy Kruk dotykał skóry jego głowy tymi swoimi smukłymi palcami, kiedy przeczesywał jego włosy.
Westchnął cicho i otworzył oczy.
- To ja przepraszam, ptaszyno - odparł zduszonym głosem, a potem, pod wpływem impulsu, zaczął go namiętnie całować.
Raven
Przez długą chwilę z prawdziwą przyjemnością oddawał pocałunek, po czym
niespiesznie oderwał się od ust kochanka, przygryzając mu przy tym język. I
lekko go od siebie odepchnął. A raczej: zepchnął go ze swojego ciała, bo Belial
wciąż na nim wpółleżał. I (jakżeby inaczej) nieustannie miał te jebitnie
niebieskie ślepia. Długowłosy demon wysunął się spod niego i wciągnął sobie na
tyłek spodnie, patrząc gdzieś w bok i uparcie unikając spojrzenia księcia.
To nie było tak, że Raven żałował swoich przeprosin. Bynajmniej. W ciągu minionego roku wiele, wiele razy wyrzucał sobie, że może gdyby w tamten feralny dzień faktycznie okazał więcej pokory i poprosił o wybaczenie za zdradę, to Belial by go nie zostawił. I teraz Raven czuł ogromną ulgę, że w końcu to z siebie wyrzucił. Zupełnie jakby ktoś zdjął mu z serca ogromny, zalegający tam ciężar, z którym sam nie umiałby się nigdy uporać. Jednak z drugiej strony żadne przeprosiny nie były dla niego łatwe. Nigdy. A zwłaszcza teraz. Musiał poświęcić jakąś - właściwie to całkiem sporą - część swojej dumy, by przyznać się do błędu. Do zdrady, która przecież nie była tak do końca jego winą. I odrobinę go to zakłuło.
Gdzieś głęboko, bardzo głęboko w środku i niemal niezauważalnie. Ale jednak.
Odszedł kilka kroków w bok, zapinając sobie guziki koszuli i ukrywając tym samym rumieniec, który wciąż zalewał jego policzki. I to lekkie, acz wyraźnie zauważalne drżenie całego ciała. Wciąż był mocno pobudzony i było to po nim widać. Ale z jakiegoś powodu nie chciał teraz patrzeć na Beliala. Przynajmniej tymczasowo. Chyba po chwilowej euforii spowodowanej obecnością księcia i tym całkowicie niespodziewanym seksem w jego duszy zaczęło się odzywać odległe echo żalu.
Gromadzonego od roku i bardzo, bardzo dobrze pielęgnowanego.
- Jak zwykle, jesteś niepoprawny - powiedział ze słyszalną w głosie lekką przyganą, zatrzymując wzrok na zostawionych przez Lewiatana papierach, aktualnie pomiętych i porozrzucanych w nieładzie na całej powierzchni drewnianego blatu. - Mamy tyle pracy, a tobie wciąż tylko jedno w głowie.
To nie było tak, że Raven żałował swoich przeprosin. Bynajmniej. W ciągu minionego roku wiele, wiele razy wyrzucał sobie, że może gdyby w tamten feralny dzień faktycznie okazał więcej pokory i poprosił o wybaczenie za zdradę, to Belial by go nie zostawił. I teraz Raven czuł ogromną ulgę, że w końcu to z siebie wyrzucił. Zupełnie jakby ktoś zdjął mu z serca ogromny, zalegający tam ciężar, z którym sam nie umiałby się nigdy uporać. Jednak z drugiej strony żadne przeprosiny nie były dla niego łatwe. Nigdy. A zwłaszcza teraz. Musiał poświęcić jakąś - właściwie to całkiem sporą - część swojej dumy, by przyznać się do błędu. Do zdrady, która przecież nie była tak do końca jego winą. I odrobinę go to zakłuło.
Gdzieś głęboko, bardzo głęboko w środku i niemal niezauważalnie. Ale jednak.
Odszedł kilka kroków w bok, zapinając sobie guziki koszuli i ukrywając tym samym rumieniec, który wciąż zalewał jego policzki. I to lekkie, acz wyraźnie zauważalne drżenie całego ciała. Wciąż był mocno pobudzony i było to po nim widać. Ale z jakiegoś powodu nie chciał teraz patrzeć na Beliala. Przynajmniej tymczasowo. Chyba po chwilowej euforii spowodowanej obecnością księcia i tym całkowicie niespodziewanym seksem w jego duszy zaczęło się odzywać odległe echo żalu.
Gromadzonego od roku i bardzo, bardzo dobrze pielęgnowanego.
- Jak zwykle, jesteś niepoprawny - powiedział ze słyszalną w głosie lekką przyganą, zatrzymując wzrok na zostawionych przez Lewiatana papierach, aktualnie pomiętych i porozrzucanych w nieładzie na całej powierzchni drewnianego blatu. - Mamy tyle pracy, a tobie wciąż tylko jedno w głowie.
Belial
Przez parę sekund patrzył na niego zdezorientowany. Czy powiedział lub
zrobił coś złego? Nie przypominał sobie. Dlaczego więc Raven nagle zaczął go
traktować tak obcesowo? Szybki numerek i koniec, znów wracamy do relacji dwóch
pracowników zapieprzających w piekielnej machinie korporacyjnej?
No chyba nie.
Dopiero po chwili namysłu Belial powiązał nowe zachowanie demona z jego przeprosinami. Odniósł wrażenie, że ta dziwna poprawność to tylko maska. Zresztą czegóż innego mógł się spodziewać po Kruku, który niemal wszystkie swoje emocje i pragnienia zawsze ukrywał głęboko w środku?
- Masz rację, ciągle tylko jedno mi w głowie - przytaknął tonem przeznaczonym na oficjalne spotkania, jednocześnie nieco nonszalanckim gestem podciągnął sobie spodnie i zapiął rozporek. Podszedł do Ravena. - Ale nie będę za to przepraszał, bo to ewidentnie twoja wina, że ciągle nie chcesz wyjść z mojej głowy.
Objął w pasie wpatrzonego w papiery mężczyznę i przyciągnął go mocniej do siebie. Jak dobrze było go znów czuć w swoich ramionach! Z zamkniętymi oczami przytulił się policzkiem do jego szyi.
- Raven - mruknął cicho. - Praca nie ucieknie. A już na pewno nie ta od Lewiatana, zaręczam ci. - Wziął głęboki wdech, pozwalając, by rozkosznie drażniący zmysły zapach demona wtargnął do jego nozdrzy. - Już nie mówiąc o tym, że przez ciebie nie będę mógł się skupić na niczym - dodał z lekkim rozbawieniem i zaczął ustami muskać jego szyję.
No chyba nie.
Dopiero po chwili namysłu Belial powiązał nowe zachowanie demona z jego przeprosinami. Odniósł wrażenie, że ta dziwna poprawność to tylko maska. Zresztą czegóż innego mógł się spodziewać po Kruku, który niemal wszystkie swoje emocje i pragnienia zawsze ukrywał głęboko w środku?
- Masz rację, ciągle tylko jedno mi w głowie - przytaknął tonem przeznaczonym na oficjalne spotkania, jednocześnie nieco nonszalanckim gestem podciągnął sobie spodnie i zapiął rozporek. Podszedł do Ravena. - Ale nie będę za to przepraszał, bo to ewidentnie twoja wina, że ciągle nie chcesz wyjść z mojej głowy.
Objął w pasie wpatrzonego w papiery mężczyznę i przyciągnął go mocniej do siebie. Jak dobrze było go znów czuć w swoich ramionach! Z zamkniętymi oczami przytulił się policzkiem do jego szyi.
- Raven - mruknął cicho. - Praca nie ucieknie. A już na pewno nie ta od Lewiatana, zaręczam ci. - Wziął głęboki wdech, pozwalając, by rozkosznie drażniący zmysły zapach demona wtargnął do jego nozdrzy. - Już nie mówiąc o tym, że przez ciebie nie będę mógł się skupić na niczym - dodał z lekkim rozbawieniem i zaczął ustami muskać jego szyję.
Raven
Jęknął cicho, czując na szyi dotyk gorących ust Beliala. Blisko... zbyt blisko. Zbyt
intensywnie. Rogaty diabeł
wiedział aż nazbyt dobrze, gdzie Ravena dotknąć i pieścić, by ten szybko
zapomniał o swoim żalu. O wątpliwościach. I w ogóle o czymkolwiek poza tym, jak
ogromnie pragnie teraz obecności swojego księcia. Tak nieustępliwie, że to
uczucie zaczyna przesłaniać nawet przepełniającą go zazwyczaj dumę. I
wyniosłość. Wszystko to pod wpływem zmysłowego dotyku Beliala rozmywało się i
znikało, jakby zupełnie przestało się liczyć.
Może... może i faktycznie tak było. Przynajmniej w tej chwili.
- Belial - wyszeptał cicho długowłosy demon, odwracając się i wtulając w niego. Mocno. Najmocniej, jak tylko potrafił. Nie zostawiaj mnie już. Nie opuszczaj! Nigdy. - Belial, obiecaj mi, że kiedy obudzę się rano, nie znikniesz z mojego życia tak jak rok temu. - Odchylił głowę odrobinę w tył, patrząc ukochanemu prosto w oczy. Nagląco. - Obiecaj.
Może... może i faktycznie tak było. Przynajmniej w tej chwili.
- Belial - wyszeptał cicho długowłosy demon, odwracając się i wtulając w niego. Mocno. Najmocniej, jak tylko potrafił. Nie zostawiaj mnie już. Nie opuszczaj! Nigdy. - Belial, obiecaj mi, że kiedy obudzę się rano, nie znikniesz z mojego życia tak jak rok temu. - Odchylił głowę odrobinę w tył, patrząc ukochanemu prosto w oczy. Nagląco. - Obiecaj.
Belial
Ścisnęło go w środku na widok tej dziwnej determinacji, która malowała się
na twarzy Ravena. Nie chciał, by jeszcze kiedykolwiek to piękne oblicze demona
zasnuwał cień. A już na pewno nie z powodu Beliala. Zresztą... Sam by chyba już
nie przeżył ponownego rozstania z dumnym, kłopotliwym uparciuchem, który teraz
lgnął do niego całym ciałem.
- Obiecuję. - Powiedział jakoś tak uroczyście i objął go mocniej, jakby się bał, że jeśli tego nie zrobi, mężczyzna gdzieś mu zniknie. - Już zawsze będę przy tobie, ptaszyno.
Mając w głębokim poważaniu rozpieprzony na całym stole stos papierów teleportował ich do swojego mieszkania.
- Obiecuję. - Powiedział jakoś tak uroczyście i objął go mocniej, jakby się bał, że jeśli tego nie zrobi, mężczyzna gdzieś mu zniknie. - Już zawsze będę przy tobie, ptaszyno.
Mając w głębokim poważaniu rozpieprzony na całym stole stos papierów teleportował ich do swojego mieszkania.
KONIEC

0 komentarze:
Prześlij komentarz