Gone with the Sin. Rozdział III

Raven

Szedł powoli za Malkirą, ze wzrokiem utkwionym nieruchomo w jego plecach. Każdy inny facet na jego miejscu zapewne gapiłby się na tyłek i kuszące, zmysłowe ruchy bioder, ale Raven zawsze uważał, że jest ponad takie szczeniackie zachowanie. Po cóż miał się wysilać? Robić sobie apetyt? Czy, co gorsza, wyobrażać sobie coś? I tak zaraz będzie miał to wszystko. Będzie mógł dotknąć, pocałować, ugryźć; nawet uderzyć czy oznaczyć. I nikt mu tego nie zabroni. Patrzenie było natomiast przeznaczone dla tych, którym się nie poszczęściło. Dla wszystkich nieśmiertelnych, którzy obserwowali teraz ich obu z mieszaniną zazdrości i pożądania. Demon nie musiał nawet specjalnie wnikać w ich umysły, by o tym wiedzieć. Pewne uczucia po prostu się z nich wylewały.
- Co to za miejsce? - spytał bez szczególnego zainteresowania, przekraczając próg pomieszczenia.


Malkira

- Miejsce odosobnienia - odparł z drapieżnym uśmiechem i zamknął za Ravenem drzwi. Na klucz. Ot, na wszelki wypadek, bowiem inkub też wyczuwał te wszystkie pożądliwe spojrzenia, które śledziły ich marsz po pubie. Malkira nie chciał, żeby jakiś nakręcony wampir nagle wtargnął do tego miejsca.
A miejsce to było... Klimatyczne. W pewnym sensie.
Ściany były wygłuszone, tak, że żaden dźwięk z głównej sali tu nie docierał, i pomalowane na czarno. Czerni tej jednak nie było widać, ponieważ wszędzie zawieszone były bordowe i ciemnoczerwone kotary, które ciągnęły się po ziemi. Miało się wrażenie, że całe to miejsce spływa krwią. Że oddycha i faluje, tak jak od wentylacji lekko falowały zawieszone u sufitu tkaniny. Dokładnie na środku pokoju znajdowała się przestronna skórzana kanapa i wystarczył jeden rzut oka na nią, by wiedzieć, że musi być bardzo wygodna. Bez rozkładania mogła pomieścić kilka osób. Leżących.
Malkira przez chwilę obserwował Ravena.
Ale, prawdę mówiąc, dość już miał podchodów.
Przyparł go do ściany, przyciskając się mocno biodrami do jego krocza, i złączył ich usta w gwałtownym pocałunku.


Raven

Demon jęknął cicho, po czym zaczął gwałtownie oddawać pocałunek. Inkub tego nie wiedział - nie mógł wiedzieć - ale jakimś dziwnym zrządzeniem losu robił właśnie to, co Raven lubił najbardziej. Nie pozostawiał mu wyboru. Zdobywał. Brał siłą. Coraz bardziej podniecony, ciemnowłosy oparł się dłońmi o kotarę za sobą; wbijał w nią palce, oddychając coraz płycej i zaczynając nieznacznie poruszać biodrami. W dodatku... klimat tego miejsca, ten specyficzny, wampirzy nastrój - wszystko to sprawiało, że znowu miał ochotę napić się krwi Malkiry. Posmakować go. Lizać. Ssać. Ale... ale to przecież mogło poczekać. A zmysłowe jęki inkuba mógł usłyszeć także robiąc mu... inne rzeczy. Tymczasowo jednak pozwalał mu na coraz śmielsze przejmowanie kontroli, samemu poprzestając na oddawaniu z każdą chwilą coraz głębszego i namiętniejszego pocałunku. Ale podobało mu się to. Ostatecznie, nigdy nie należał przecież do przesadnie dominujących osób.


Malkira

Cholera, strasznie mu się spodobała reakcja demona. Jego uległość i to, w jaki sposób oddawał nad sobą kontrolę, mimo że wciąż pozostawał sobą - dumnym, wyniosłym mężczyzną.
Totalne przeciwieństwo innej demonicznej istoty, z którą Malkira ostatnio się pieprzył.
Pojękując zmysłowo w usta Ravena zjechał dłońmi w dół po jego ciele, badając uważnie jego budowę, fakturę jego skóry. Była taka gładka. Już dawno pozbył się jego koszulki, chcąc nasycić oczy pięknym widokiem. Jego ręce zatrzymały się na zapięciu spodni. Przez długą chwilę Malkira drażnił się z demonem, muskając palcami jego podbrzusze milimetry nad ich linią albo ledwie wyczuwalnie pieszcząc jego krocze, aż usłyszał to, co chciał usłyszeć: niemal błagalne jęki.
Wtedy też przygryzł wargę Ravena. Mocno, niedelikatnie, aż ta pękła. Malkira zlizał tę odrobinę krwi, a potem odsunął się od demona i uśmiechnął drapieżnie. Nie zamierzał się kontrolować. Chciał odreagować cały ten stresujący go tydzień. Chciał wymazać wspomnienie niebieskich tęczówek, które wryło mu się pod powiekami.
Pozwolił, by niegasnący ogień z jego wnętrza, który już od dłuższego czasu próbował ogarnąć go swoim płomieniem wydostał się na zewnątrz. Pozwolił, by ardeur prześlizgnął się po ich ciałach jak elektryzujący prąd. Zaraz potem padł na kolana, zdarł z Ravena spodnie i zaczął mu obciągać. A że łączył ich teraz ardeur, sam także czerpał z tego przyjemność: z ustami wypełnionymi Ravenem, ssąc go i jęcząc; wbijał paznokcie w jego biodra i wił się przed nim.


Raven

Było mu tak dobrze, że to było wręcz nierzeczywiste. Przygryzał sobie dolną wargę, czując na języku smak swojej własnej krwi. Jęczał; poruszał biodrami w przód i w tył, wbijając paznokcie w materiał za sobą tak mocno, że ten niemal pękł. Nie odrywał przy tym wzroku od Malkiry; od jego ust, dłoni; tego kuszącego, smukłego ciała, które wiło się przed nim z taką rozkoszą, jakby to nie Raven był pieszczony, tylko inkub właśnie. Demon wsłuchiwał się w jęki długowłosego i czuł, że sam z każdą chwilą twardnieje coraz bardziej; że ruchy jego bioder robią się coraz bardziej niecierpliwe. Nie umiał się już kontrolować ani powstrzymywać; już nie. Wplótł lekko drżące palce we włosy klęczącego przed nim mężczyzny. Chyba potargał mu przy tym fryzurę, ale wątpił, by w tej chwili Malkirze robiło to jakąkolwiek różnicę.
- Głębiej... weź go głębiej... mocniej - mówił, chociaż słowa te mimo swojej treści nie brzmiały zbyt władczo, gdyż nieustannie przerywały je głośne jęki. Demon chyba nie potrafił już zachować swojej zwykłej dumy i wyniosłości; nie w takiej sytuacji. Przyciskał głowę inkuba do swojego podbrzusza; czuł, jak jego męskość zagłębia się w gardle długowłosego i z nagromadzenia wszystkich tych wrażeń ledwo co mógł ustać na nogach. Poruszał biodrami coraz szybciej, coraz bardziej niecierpliwie, jęcząc i krzycząc na przemian. Wiedział, że jest już na skraju; że jeszcze chwila, a dojdzie. I kiedy osiągał spełnienie w ustach Malkiry, nie myślał już o niczym. Ani o Belialu, ani nawet o klęczącym przed nim mężczyźnie. Cały był tą obezwładniającą, przepełniającą go całkowicie przyjemnością, której nie potrafił - i nawet nie chciał - się oprzeć.


Malkira

Spełnienie Ravena wymusiło na Malkirze głośny, jęczący krzyk, tylko trochę stłumiony męskością demona w jego ustach. Zaciskając mocno ręce na jego biodrach i samemu dochodząc, z zamkniętymi oczami przełykał jego nasienie. Ledwie się powstrzymał przed zostawieniem Ravena w cholerę na rzecz wicia się na podłodze.
Ale tak się przecież nie robi.
Kiedy obaj próbowali złapać oddech, Malkira oparł się policzkiem o brzuch demona. Dopiero co przejęta energia seksualna wypełniła całe jego ciało i przydała mu tego zmysłowego, drapieżnego blasku, który charakteryzuje wszystkie inkuby. I gdy to się stało, czerwonooki poczuł się dobrze. O, naprawdę bardzo dobrze. Jego usta rozciągnęły się w pełnym leniwego zadowolenia uśmiechu. Spojrzał w górę, nie krępując się i dokładnie oglądając sobie przy tym całe ciało swojego kochanka. Jakoś wcześniej nie było na to należycie dużo czasu, dopiero teraz miał okazję podziwiać, jak niesamowicie idealnie demon wyglądał. Jego skóra nie miała ani jednej skazy, co nawet wśród istot nieśmiertelnych było pewnym ewenementem. Budowa jego ciała... Dość powiedzieć, że Malkira poczuł, jak znów zaczyna mu stawać. A kiedy wreszcie utkwił spojrzenie szkarłatnych tęczówek w tej zmysłowej twarzy, w kuszących ustach demona - w oczach inkuba znów płonęła żądza.
Uśmiechając się bezwstydnie, rozpiął rozporek swoich spodni. Położył dłonie płasko na udach Ravena i przesuwając nimi w górę - nie, właściwie to: masując nimi jego ciało - podniósł się. Oparł się całym sobą o Ravena, wsuwając kolano między jego nogi, ocierając się udem o jego krocze, i położył jedną z rąk na jego biodrze. Delikatnie masował to miejsce, od czasu do czasu lekko tylko muskając skórę mężczyzny. Zaczął składać delikatne, niespieszne pocałunki na jego zaróżowionych policzkach i szyi, obok ucha, na obojczyku. Wszystko bardzo powoli, jakby mieli dla siebie cały czas świata. Bo przecież nic innego się teraz nie liczyło, prawda? Kiedy stąd wyjdą, każdy wróci do własnych spraw i być może już nigdy więcej się nie zobaczą, ale teraz... Teraz byli tu dla siebie i mogli przestać się tak spieszyć.
Zassał wrażliwą skórę na jego szyi, zrobił tam malinkę. Tuż obok następną. I kolejną. Wycałował i wylizał sobie ścieżkę do linii jego szczęki, tam zatrzymał się na chwilę. Z ustami przytkniętymi do jego nieskazitelnej, odrobinę cieplejszej teraz skóry, zamknął oczy i zaciągnął się jego zapachem. Chciał go poczuć - w każdy możliwy sposób. Przygryzł lekko koniuszek jego ucha, a palcem wskazującym wolnej dłoni musnął jego dolną wargę. I jeszcze raz. I znowu, aż  poczuł, jak ciepłe, wilgotne wargi Ravena otulają się wokół jego palców.


Raven

Kiedy obaj osiągnęli spełnienie, Raven - chwilowo trochę fizycznie zmęczony, więc i znacznie mniej erotycznie nastawiony niż inkub - od niechcenia musnął myślowymi mackami jego umysł. Nikt o tym nie wiedział (i demon bardzo dbał o to, by ten stan rzeczy nigdy się nie zmienił), ale często zdarzało mu się zaglądać do myśli swoich kochanek i kochanków - zarówno podczas zbliżenia, jak i po nim. Powodów było wiele. Na przykład taki, że orgazm - doświadczany jednocześnie zarówno z własnego, jak i obcego umysłu - stawał się w ten sposób pełniejszy, intensywniejszy; wręcz obezwładniający. Ale Raven lubił też uczucie zachwytu, którego inni doświadczali, gdy spoglądali na jego ciało i twarz. Podobało mu się, kiedy w chwilach uniesienia podziwiali, jak piękny i kuszący jest. Schlebiało mu to - chyba nawet bardziej niż zwykłe komplementy. Tak, był próżny i pozbawiony nawet grama samokrytycyzmu; miał jednak ku temu powody, które widział codziennie w lustrze. Nikt też nigdy nie zrobił niczego, co zmieniłoby jego nastawienie w tym temacie (a oziębłość swojego pana wobec pewnych rzeczy między nimi zdążył już sobie dawno wytłumaczyć), dlatego też trwał sobie spokojnie w miękkim kokonie egotyzmu i było mu z tym bardzo, bardzo dobrze.

Muskając powierzchownie umysł kochanka, nie zobaczył niczego specjalnie zaskakującego. Dokładnie tak, jak się spodziewał. Zwykłe emocje towarzyszące spełnieniu i nic więcej. Hmm... zaraz. Gdzieś na powierzchni pożądania tkwiło coś, co gwałtownie przykuło uwagę demona. I trochę go zaniepokoiło. Wspomnienie pewnych niebieskich tęczówek.
Które - niech piekło pochłonie łańcuchy skojarzeń! - od razu przypomniało mu inne oczy. Na co dzień czarne, ale w pewnych chwilach równie intensywnie błękitne.
Przestraszony i nagle jakoś zasmucony, Raven wycofał się szybko z umysłu inkuba. Nie pozbył się jednak z własnych myśli wspomnienia oczu Beliala. Gdyby to było takie proste... Dlaczego akurat teraz? On? Znowu?! Chciał zapomnieć. Nie chciał myśleć! Nie o nim! Nie teraz! Chciał skupić się tylko na tym, co było tu i teraz. Na niczym innym...

Całe szczęście, że w tym samym momencie poczuł na swoich ustach palce kochanka, co wybitnie pomogło mu w odsunięciu na bok myśli dotyczących pewnej osoby. Od razu i bez namysłu zaczął je ssać, pojękując przy tym cicho i pozwalając, by inkub napierał na jego ciało; tylko na poły świadomie rozchylał uda, chcąc być tam pieszczonym i dotykanym. Sam także chciał poczuć swojego kochanka, dotknąć jego skóry, poczuć jej ciepło i delikatność. Było to jednak niemożliwe przez wzgląd na ubrania, które - cóż za niedopatrzenie! - Malkira wciąż na sobie miał. Dlatego też Raven zaczął go niespiesznie rozbierać, starając się tą zwykłą przecież czynnością sprawić ciemnowłosemu jak największą przyjemność, muskając lekko palcami jego nagą skórę w miejscach, z których zsuwał się materiał. Longsleeve, spodnie, glany - wszystko to już wkrótce leżało na ziemi, a demon mógł bez przeszkód przesuwać dłońmi po plecach i torsie inkuba, masować jego pośladki i gładzić smukłe uda. Podobało mu się to. Bardzo. Głównie dlatego, że Malkira był pod względem fizycznym równie doskonały jak on sam. I chociaż kogoś innego na jego miejscu być może nudziłaby istota pozbawiona jakichkolwiek wizualnych wad, to Raven nie należał do takich osób. Och, bynajmniej.
W jego pojmowaniu estetyki - zwłaszcza tym seksualnym - nie było miejsca na niedoskonałość.
I, prawdę mówiąc, nie było na nią miejsca także w żadnym innym aspekcie jego życia.


Malkira

Pozwalał się rozbierać. Z wyraźnie zadowoloną miną przyglądał się smukłym dłoniom demona, gdy te z taką atencją zsuwały z Malkiry ubranie. Inkub zdecydowanie nie należał do tej kategorii mężczyzn, którzy chcieli tylko rozpiąć rozporek i włożyć. Choć czasami faktycznie było to... pobudzające - to na dłuższą metę takie zachowanie czerwonookiego nudziło. Po co miał się ograniczać, skoro na świecie jest tyle pięknych rodzajów uprawiania miłości?
Kompletnie nagi, oparł dłonie o ścianę po obu stronach twarzy Ravena i przysunął się do niego. Musnął wargami jego usta, polizał jego dolną wargę. Czegoś mu w tym wszystkim brakowało. Czegoś... nieokiełznanego. Jak całe zachowanie innego demona. Czy raczej - półdemona.
Syknął cicho, gdy złapał się (znowu!) na myśleniu o Shinichim. Do ciężkiej cholery, przecież nawet się nie znali. Wyjdź wreszcie z mojej głowy, krzyknął w myślach z rozpaczą, jakby turkusowowłosy faktycznie mógł to błaganie usłyszeć. Muszę pomyśleć o czymś innym, postanowił natychmiast.
- Odwróć się - mruknął cicho w szyję swojego kochanka.


Raven


Posłusznie odwrócił się twarzą do ściany, wtulając policzek w miękki materiał czerwonej kotary. Lekko drżał; czuł obecność mężczyzny za sobą i to sprawiało, że miał ochotę na więcej. Jeszcze, jeszcze... żeby zapomnieć. Uciec w rozkosz. Jednakże to, co ujrzał w umyśle Malkiry wciąż nie dawało mu spokoju.
- Ciekawi mnie... - powiedział w końcu powoli, jakby z namysłem. - ...kim on właściwie jest? - dokończył cicho. Właściwie mógłby wziąć sobie tę odpowiedź prosto z umysłu inkuba, ale w tej chwili niespecjalnie miał na to ochotę. Po części dlatego, że był mocno rozproszony i telepatia kosztowałaby go jeszcze więcej wysiłku niż zazwyczaj. A nie chciał niepotrzebnie tracić energii. No i... wciąż te niebieskie tęczówki. Niebieskie... jak jego. Właściwie dopiero po paru sekundach demon zdał sobie sprawę, jak dziwnie i nie na miejscu musiało zabrzmieć jego pytanie. Ale przecież było już za późno, by je cofnąć.

0 komentarze:

Prześlij komentarz