Traktat historyczny o malarstwie
Pewna anegdotka malarska.
Sytuacja miała miejsce w moim pokoju, podczas czytania przeze mnie książki i obserwowania od czasu do czasu kątem oka poczynań Beliala. Siedział przy sztaludze (zajebanej z pracowni malarstwa i rysunku na mojej uczelni) i zawzięcie coś malował (moimi) akrylami, cały czas psiocząc.
Alex: Co tam malujesz?
Belial: Pozycje do kamasutry.
Alex: Eeee...
Belial: Ale modeli mi brakuje.
I w tym momencie, jakby na zawołanie, w moim pokoju zjawił się Raven. Belial zabrał się ochoczo do zabawy pędzlami (if you know what I mean). Po skończonym seksie przeleciany Kruczek padł bez sił na pościel, rozczochrany, zarumieniony... Innymi słowy: orgazm oczny. Belial postanowił to natychmiast wykorzystać i od razu zasiadł przy sztaludze, starając się namalować akt Adasia. Demon jednak ułożył się tak niefortunnie dla malarza, że zasłaniał sobie sporą część twarzy, wywiązała się więc taka rozmowa:
Belial: A mógłbyś rękę przesunąć nieco w prawo?
Raven: ...
Belial: ...
Raven: ...
Belial: ...halo?
Raven: Spierdalaj.
W oryginalnym rozmiarze i lepszej jakości tutaj.


0 komentarze:
Prześlij komentarz