Gone with the Sin. Rozdział X
Belial
Kiedy tak patrzyli sobie w oczy, ukrytą pod stołem dłoń zaciskał na skraju
krzesła. Mocno, z całej siły, starając się nie dać po sobie poznać, jak
obłędnie pragnie teraz po prostu przeskoczyć przez stół, przycisnąć Ravena do
ściany i zedrzeć z niego ubranie. Całować go do utraty tchu, aż im obu
pociemnieje w oczach, a potem kochać się z nim, kochać właśnie tu, pod ścianą.
Potem na stole. Na podłodze. Wszędzie. Całą noc i jeszcze dłużej. A potem
uwięzić go w swoich ramionach i już nigdy, przekurwanigdy nie wypuszczać,
choćby się nie wiadomo jak wyrywał.
Kiedy plastikowe krzesło zaczęło się topić w jego dłoni, wydając nieprzyjemny swąd i przyklejając się mu do skóry, zamrugał kilka razy. Wytarł rękę w spód blatu.
Wstał z krzesła i powolnym krokiem podszedł do sterty papierów z drugiej strony, żeby tylko dzielił ich ten cholerny stół, na którym rozciągnięte, nagie ciało Ravena... Potrząsnął głową i zacisnął powieki. Zdał sobie sprawę, że ma przyspieszony oddech, a jego oczy rzucają niebieską poświatę. Rachunki. Cała kolumna rachunków. Zaczął myśleć o nudnych rzeczach, żeby się wyciszyć. Jedna kolumna rachunków tuż pod drugą. Krzyżują się ze sobą. Zachodzą na siebie. Jedna wchodzi w... KURWA.
Sięgnął do kieszeni marynarki i wypił duszkiem całą zawartość piersiówki. Palenie w gardle paradoksalnie otrzeźwiło go na chwilę. Na tyle, że mógł znów spojrzeć na Ravena. Ach, cholera. Taki piękny. Zdawało mu się, że demon jest teraz czymś cholernie wkurzony, że ma zły wyraz twarzy.
A czego się, idioto, spodziewałeś? Pamiętasz jeszcze, co mu zrobiłeś?
- Hmm... Nie wiem - odparł zachrypniętym głosem. Odchrząknął i spróbował jeszcze raz. - Nie wiem, co mówią plotki, ale nie jest źle.
Gówno prawda. Bez ciebie jest najgorzej, jak tylko może być, pomyślał smutno.
Ale przecież postanowił, że nie będzie go więcej krzywdził. I wydawało mu się, że była to dobra decyzja. Wystarczyło spojrzeć na Ravena. Opanowany i piękny jak zawsze.
I, przede wszystkim, cały. Bez żadnych dziur w policzkach.
Bez większego przekonania sięgnął po pierwszy z brzegu raport. Litery skakały mu przed oczami, nie mógł się skupić. Zapach Ravena wdzierał się w jego płuca, a atmosfera była tak napięta, że Belial czuł, że wystarczy jedno nieodpowiednie słowo z tych kuszących ust jego byłego kochanka, a nie będzie mógł się powstrzymać.
Kiedy na niego zerknął, zauważył, że obaj - choć niby tak strasznie zajęci przeglądaniem papierów - pochylają się ku sobie. Nieznacznie, ale Belial tak bardzo zwracał uwagę na każdy ruch Ravena, że wyraźnie widział, że obaj nieświadomie przysuwają się do siebie.
Znów potrząsnął głową.
Zdaje ci się, imbecylu. Dużo dziś wypiłeś.
Bez słowa pogrążył się w lekturze, byle tylko odciągnąć myśli od Ravena. Całkiem nieźle mu szło. Przeczytał kilka stron i nawet nadążał za nowym pomysłem Lewiatana.
Ale potem, zaczytany, sięgnął po następną kartkę i jego dłoń musnęła wierzch dłoni Ravena, który najwyraźniej chciał wziąć tę samą stronę. Belial poczuł się, jakby przeskoczyła między nimi iskra. Utkwił spojrzenie pałających błękitem oczu w Ravenie.
- Więc... - powiedział niskim, niezamierzenie zmysłowym tonem. - Jak to zrobimy? - zapytał nawiązując do dokumentacji.
Kiedy plastikowe krzesło zaczęło się topić w jego dłoni, wydając nieprzyjemny swąd i przyklejając się mu do skóry, zamrugał kilka razy. Wytarł rękę w spód blatu.
Wstał z krzesła i powolnym krokiem podszedł do sterty papierów z drugiej strony, żeby tylko dzielił ich ten cholerny stół, na którym rozciągnięte, nagie ciało Ravena... Potrząsnął głową i zacisnął powieki. Zdał sobie sprawę, że ma przyspieszony oddech, a jego oczy rzucają niebieską poświatę. Rachunki. Cała kolumna rachunków. Zaczął myśleć o nudnych rzeczach, żeby się wyciszyć. Jedna kolumna rachunków tuż pod drugą. Krzyżują się ze sobą. Zachodzą na siebie. Jedna wchodzi w... KURWA.
Sięgnął do kieszeni marynarki i wypił duszkiem całą zawartość piersiówki. Palenie w gardle paradoksalnie otrzeźwiło go na chwilę. Na tyle, że mógł znów spojrzeć na Ravena. Ach, cholera. Taki piękny. Zdawało mu się, że demon jest teraz czymś cholernie wkurzony, że ma zły wyraz twarzy.
A czego się, idioto, spodziewałeś? Pamiętasz jeszcze, co mu zrobiłeś?
- Hmm... Nie wiem - odparł zachrypniętym głosem. Odchrząknął i spróbował jeszcze raz. - Nie wiem, co mówią plotki, ale nie jest źle.
Gówno prawda. Bez ciebie jest najgorzej, jak tylko może być, pomyślał smutno.
Ale przecież postanowił, że nie będzie go więcej krzywdził. I wydawało mu się, że była to dobra decyzja. Wystarczyło spojrzeć na Ravena. Opanowany i piękny jak zawsze.
I, przede wszystkim, cały. Bez żadnych dziur w policzkach.
Bez większego przekonania sięgnął po pierwszy z brzegu raport. Litery skakały mu przed oczami, nie mógł się skupić. Zapach Ravena wdzierał się w jego płuca, a atmosfera była tak napięta, że Belial czuł, że wystarczy jedno nieodpowiednie słowo z tych kuszących ust jego byłego kochanka, a nie będzie mógł się powstrzymać.
Kiedy na niego zerknął, zauważył, że obaj - choć niby tak strasznie zajęci przeglądaniem papierów - pochylają się ku sobie. Nieznacznie, ale Belial tak bardzo zwracał uwagę na każdy ruch Ravena, że wyraźnie widział, że obaj nieświadomie przysuwają się do siebie.
Znów potrząsnął głową.
Zdaje ci się, imbecylu. Dużo dziś wypiłeś.
Bez słowa pogrążył się w lekturze, byle tylko odciągnąć myśli od Ravena. Całkiem nieźle mu szło. Przeczytał kilka stron i nawet nadążał za nowym pomysłem Lewiatana.
Ale potem, zaczytany, sięgnął po następną kartkę i jego dłoń musnęła wierzch dłoni Ravena, który najwyraźniej chciał wziąć tę samą stronę. Belial poczuł się, jakby przeskoczyła między nimi iskra. Utkwił spojrzenie pałających błękitem oczu w Ravenie.
- Więc... - powiedział niskim, niezamierzenie zmysłowym tonem. - Jak to zrobimy? - zapytał nawiązując do dokumentacji.
Raven
Przestraszył się trochę tych pałającym błękitem oczu, biorąc za pewnik, że
czymś Beliala zirytował. Nawet nie przyszło mu do głowy, że książę może być...
pobudzony z innego powodu. Uznał przecież za oczywistość, że skoro został przez
niego porzucony, to z pewnością rogaty demon już go nie pożąda. I nie chce,
żeby między nimi cokolwiek było. Gdyby go chciał, to przecież odezwałby się do
niego, prawda? Nie milczałby tak uparcie przez rok. Raven mu się znudził i
tyle. Dlaczego zatem tak się
na mnie gapi? Znowu jest na mnie wkurwiony? O co tym razem? Przecież nawet nic
nas już nie łączy, do cholery.
- Belial... dlaczego patrzysz się na mnie na niebiesko? - spytał wprost, patrząc mu w te świecące ślepia z jakąś straceńczą, rozpaczliwą odwagą. Jego głos wyraźnie przy tym zadrżał. Jakby demon miał się zaraz rozpłakać.
No dlaczego, dlaczego on tak mnie męczy? Dlaczego mnie kusi i zwodzi, chociaż wcale mnie już nie pożąda? Chce sobie poprawić po tej nocy rok temu? Jeszcze bardziej mnie zgnębić? O co mu chodzi? W stalowoszarych oczach demona zalśniły łzy, których po prostu nie umiał już dłużej powstrzymywać. Czuł, jak jego idealna, obojętna maska pęka. Ale nie umiał nic na to poradzić.
- Belial... dlaczego patrzysz się na mnie na niebiesko? - spytał wprost, patrząc mu w te świecące ślepia z jakąś straceńczą, rozpaczliwą odwagą. Jego głos wyraźnie przy tym zadrżał. Jakby demon miał się zaraz rozpłakać.
No dlaczego, dlaczego on tak mnie męczy? Dlaczego mnie kusi i zwodzi, chociaż wcale mnie już nie pożąda? Chce sobie poprawić po tej nocy rok temu? Jeszcze bardziej mnie zgnębić? O co mu chodzi? W stalowoszarych oczach demona zalśniły łzy, których po prostu nie umiał już dłużej powstrzymywać. Czuł, jak jego idealna, obojętna maska pęka. Ale nie umiał nic na to poradzić.
Belial
Bezwiednie przybliżył się do Ravena jeszcze bardziej. Dzieliła ich teraz
odległość mniejsza niż na wyciągnięcie ręki.
I ten cholerny stół.
Zastanawiał się, czy to jakaś pieprzona gra ze strony Ravena. Czy chce się teraz na Belialu mścić? Rozedrzeć jego serce na nowo tymi szklistymi oczami, tym drżącym głosem? Tym pieprzonym pytaniem? Jakby pragnienie Beliala było nie dość oczywiste!
Przysiadł na skraju blatu i spojrzał w bok. Byle nie patrzeć na Ravena. Wszystko go bolało od tego widoku, jakby ktoś przywiązał go za kończyny do czterech koni i popędził je w różne strony świata. Rozdarty. Był zwyczajnie rozdarty.
- Przecież dobrze wiesz, co to spojrzenie oznacza - westchnął cicho.
I ten cholerny stół.
Zastanawiał się, czy to jakaś pieprzona gra ze strony Ravena. Czy chce się teraz na Belialu mścić? Rozedrzeć jego serce na nowo tymi szklistymi oczami, tym drżącym głosem? Tym pieprzonym pytaniem? Jakby pragnienie Beliala było nie dość oczywiste!
Przysiadł na skraju blatu i spojrzał w bok. Byle nie patrzeć na Ravena. Wszystko go bolało od tego widoku, jakby ktoś przywiązał go za kończyny do czterech koni i popędził je w różne strony świata. Rozdarty. Był zwyczajnie rozdarty.
- Przecież dobrze wiesz, co to spojrzenie oznacza - westchnął cicho.
Raven
- Tak, wiem. Jesteś na mnie zły - powiedział załamującym się głosem.
Czuł, jak po policzku spływa mu łza. I kolejna. I jeszcze następna. Ale
niespecjalnie o to teraz dbał. Wpatrywał się uparcie w Beliala, chociaż widział
go jak przez mgłę. I trochę się trząsł od tego wszystkiego. Od przepełniających
go uczuć. - Dlaczego?! - spytał.
- Dlaczego?! - Jakimś cudem ocalałym ułamkiem
świadomości odnotował, że zaczyna mówić coraz głośniej. Że prawie krzyczy. Ale,
podobnie jak na płynące po swojej twarzy łzy, miał na to serdecznie wyjebane.
Zbyt wiele czuł. I zbyt wiele musiał powiedzieć. - Co znowu zrobiłem źle? Czyż nie
ukarałeś mnie wystarczająco dotkliwie tym, że już mnie nie chcesz?!
Belial
Zatkało go. Jak mu rogi świadkiem, zatkało go. Skąd Ravenowi wziął się w
głowie pomysł, że Belial jest na niego zły i go nie chce? Czy nie czuł bijących
od niego fal pożądania? Czy nie widział, z jaką uwagą Belial się w niego
wpatruje? Czy nie czuł tego przeskoku energii między nimi?
Zostawiłeś go, imbecylu. Co niby miał sobie pomyśleć?
Nie wiedział, co zrobić. Cholera jasna, pierwszy raz w życiu naprawdę nie miał pojęcia, co powinien, a czego nie powinien. Chciał do niego podejść, przycisnąć do swojego ciała. Ukołysać, utulić. Scałować jego łzy i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Niech nie płacze, bo Belial wcale nie jest na niego zły i nie zamierza go dręczyć.
Ale co to by dało?
Prawdopodobnie Raven tylko wyrwałby mu się z krzykiem i wielka bruzda na sercu Beliala poszerzyłaby się, przedzierając je do końca na pół. I wtedy już nic nie mogłoby go uratować.
Więc siedział oniemiały i patrzył, jak miłość jego życia drży i zanosi się płaczem. Bał się zrobić cokolwiek. Zaczynał rozumieć, że tym odcięciem się od Ravena znów go skrzywdził. Że wcale go nie uwolnił od siebie, a tylko przysporzył mu - prawdopodobnie do tej pory tłumionego - cierpienia.
Zdjął okulary i odstawił je na bok, wstał ze stołu. Ostrożnie podszedł do demona.
- Adamie... - powiedział cicho. Z wahaniem wyciągnął przed siebie rękę, ale ta tylko zawisła na chwilę tuż przed twarzą Ravena i znów opadła. - Proszę, nie płacz. Błagam, nie utrudniaj tego wszystkiego. Bo jedyne, co mam teraz chęć zrobić, to zamknąć cię w swoich ramionach i już nigdy nie wypuszczać - dokończył udręczonym głosem.
Zostawiłeś go, imbecylu. Co niby miał sobie pomyśleć?
Nie wiedział, co zrobić. Cholera jasna, pierwszy raz w życiu naprawdę nie miał pojęcia, co powinien, a czego nie powinien. Chciał do niego podejść, przycisnąć do swojego ciała. Ukołysać, utulić. Scałować jego łzy i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Niech nie płacze, bo Belial wcale nie jest na niego zły i nie zamierza go dręczyć.
Ale co to by dało?
Prawdopodobnie Raven tylko wyrwałby mu się z krzykiem i wielka bruzda na sercu Beliala poszerzyłaby się, przedzierając je do końca na pół. I wtedy już nic nie mogłoby go uratować.
Więc siedział oniemiały i patrzył, jak miłość jego życia drży i zanosi się płaczem. Bał się zrobić cokolwiek. Zaczynał rozumieć, że tym odcięciem się od Ravena znów go skrzywdził. Że wcale go nie uwolnił od siebie, a tylko przysporzył mu - prawdopodobnie do tej pory tłumionego - cierpienia.
Zdjął okulary i odstawił je na bok, wstał ze stołu. Ostrożnie podszedł do demona.
- Adamie... - powiedział cicho. Z wahaniem wyciągnął przed siebie rękę, ale ta tylko zawisła na chwilę tuż przed twarzą Ravena i znów opadła. - Proszę, nie płacz. Błagam, nie utrudniaj tego wszystkiego. Bo jedyne, co mam teraz chęć zrobić, to zamknąć cię w swoich ramionach i już nigdy nie wypuszczać - dokończył udręczonym głosem.
Raven
Był tak roztrzęsiony, że nie mógł wydusić z siebie nawet słowa. Słowa
Beliala sprawiły, że zamiast przestać płakać, rozszlochał się jeszcze bardziej,
kuląc się i ukrywając twarz w dłoniach. Cała skumulowana tęsknota, cała ta
nieustanna, trwająca rok rozpacz wylewała się teraz z niego w postaci łez, których
nie umiał powstrzymać. To, że czasami płakał w nocy, podczas tych strasznych,
długich miesięcy, kiedy Beliala przy nim nie było - uch, to było nic wobec
tego, co działo się z nim teraz. Był rozdarty. Zrozpaczony i uradowany zarazem.
Miał straszny mętlik w głowie. Nie wiedział, co o tym wszystkim sądzić. I wciąż
mógł tylko łkać. Coraz bardziej rozpaczliwie.
Pieprzony idioto, krzyczał do Beliala w myślach, chociaż i tak nie mógł wniknąć teraz w jego umysł. Zdecyduj się w końcu, do kurwy nędzy, czy jednak mnie chcesz, czy porzucasz... bo jeśli zrobisz tak jeszcze raz, to naprawdę nie będziesz miał do czego wracać.
Pieprzony idioto, krzyczał do Beliala w myślach, chociaż i tak nie mógł wniknąć teraz w jego umysł. Zdecyduj się w końcu, do kurwy nędzy, czy jednak mnie chcesz, czy porzucasz... bo jeśli zrobisz tak jeszcze raz, to naprawdę nie będziesz miał do czego wracać.

0 komentarze:
Prześlij komentarz